Zaskakujące polskie tradycje bożonarodzeniowe

Zaskakujące polskie tradycje bożonarodzeniowe – czy też tak spędzasz święta?

Każdy region naszego kraju ma unikalne tradycje świąteczne. Z biegiem czasu, popadają one często w niepamięć i już ich powszechnie nie praktykujemy. Są one jednak niezwykle interesujące, nierzadko przesiąknięte magią, której tak w święta pragniemy. Czym zaskoczą nas tradycje świąteczne z różnych regionów Polski? Jaka jest ich symbolika? Skąd się wzięły? Na te pytania odpowiada zaproszona przez Huawei CBG Poland dr hab. Zuzanna Grębecka – antropolożka i etnolożka. Różnorodność zwyczajów ujęto fotosmartfonem Huawei Mate 50 Pro.

polskie tradycje

Wigilijna… siekiera i łańcuch

W swoich rodzinach mamy wiele zaskakujących przesądów, których przestrzeganie w Wigilię ma zapewnić powodzenie w nadchodzącym roku. Nie wolno wyrzucać śmieci, by nie wyrzucić dostatku, nie należy niczego nikomu pożyczać, przeciwnie – lepiej pożyczyć coś od kogoś, by dobra zaczęły do nas napływać. Natomiast niektórzy mieszkańcy Podhala na Wigilię pod stół kładą siekierę lub lemiesz od pługa. Ma to zwiastować w rodzinie spokój, dobre zdrowie „jak to wykute żelazo” i dobrostan fizyczny.

 Dawniej po siekierę w Wigilię sięgało się również na Mazowszu. Po wieczerzy wigilijnej gospodarze wybiegali z siekierami do sadu straszyć wycięciem drzewa, które w ostatnim roku nie owocowały. Przed tym zmasowanym atakiem bronili je pozostali domownicy. W podobnie prowokacyjny sposób traktowano wigilijny stół – aby przywołać dostatek, pętano jego nogi łańcuchem.

Test Huawei Mate 50 Pro – cyfrówkę chowam do szuflady

Karp nie jest polską tradycją. Bardziej ryby słodkowodne i śledź

Karp od wieków jest tradycyjnym królem wigilijnych stołów w Polsce? Nic bardziej mylnego. Spożywanie go w Wigilię to nowy zwyczaj, która upowszechniła się w Polsce dopiero po 1945 roku! Karp jako ryba świąteczna „przypłynął” do Polski – przez Małopolskę – z Austrii, z zaborem austro-węgierskim. Upowszechnił się dopiero w czasie PRL, za sprawą… Józefa Cyrankiewicza i jego ministra.

 – W okresie powojennej biedy, łatwa i stosunkowo tania hodowla karpia okazała się dużym atutem. Aby wskazywać na dbałość państwa o świąteczne potrzeby rodaków, propaganda wylansowała hasło „Karp na każdym wigilijnym stole” – tłumaczy dr hab. Zuzanna Grębecka, atropolożka i etnolożka z Uniwersytetu Warszawskiego. – Jego głównym orędownikiem był ówczesny minister gospodarki Hilary Minc, na którego polecenie zwiększono hodowlę karpia – i tak został powszechnie uznany za główną rybę wigilijną oraz podstawę świątecznego jadłospisu.

 Zupa z konopi

Wśród dań wigilijnych zaskakującą propozycję mają Ślązacy. Tu rzadko spotyka się rywalizację grzybowa vs. barszcz z uszkami – bo na wigilijnym stole króluje siemieniotka, zupa z nasion (siemienia) konopi z dodatkiem mleka, mąki i masła, podawana na słodko lub słono. Według ludowych wierzeń jej spożywanie ma chronić przed chorobami, szczególnie świerzbem i wrzodami.

 Bez talerza dla zbłąkanego wędrowca

Śląskie święta od zawsze były bardzo rodzinne i skupiały się wokół świątecznego stołu. Tradycja nie pozwalała, by w czasie Wigilii opuścić bliskich – wyjść z domu czy nawet wstać od stołu! Nie istniał tu więc wigilijny zwyczaj stawiania talerza dla zbłąkanego wędrowca. Takich nie było, bo nie należało nigdzie wychodzić, a nawet jeśli taki zapukałby do naszych drzwi – nie miałby mu kto otworzyć!

 Co ciekawe, na wschodzie Polski dodatkowe nakrycie nie było przeznaczone dla wędrowca. Stawiano je dla przodka, zmarłej osoby, która – jak wierzono – powraca do domostwa w święta. Z tego powodu również zanim usiadło się na krześle trzeba było „zdmuchnąć duszę” niewidzialnego przybysza i nie używać nożyczek, by go nie skaleczyć.

 Magiczna kutia, która lądowała na suficie

Mak pojawiał się na wigilijnych stołach wielu regionów Polski. Kiedyś nie spożywano go na co dzień – miał znaczenie magiczne, łączące z zaświatami. Pojawiał się w potrawach w czasie zadusznym, kiedy – jak wierzono – zmarli mogą się kontaktować z żywymi. Podobnie odbierano okres Bożego Narodzenia – tradycja mówi, że w tym czasie żywym towarzyszą dusze zmarłych bliskich. Tę magiczną symbolikę wyraża królowa świątecznego stołu we Wschodniej Polsce – kutia, sporządzana z maku, pszenicy i miodu. Liczność ziaren maku łączono z wielością napływających w przyszłości dóbr, pszenica symbolizowała urodzaj, a słodki miód dobrobyt. Ze skojarzenia kutii z dostatkiem zrodził się zaskakujący zwyczaj – rzucania nią o sufit. Jeśli przylepiła się do niego, w nadchodzącym roku mieliśmy zapewniony urodzaj i dobrobyt.

 Zamiast choinki – podłaźnik

Wielu z nas może być zaskoczonych, że tradycja stawiania choinki upowszechniła się w naszym kraju dopiero po I wojnie światowej. Wcześniej była ona często postrzegana jako tradycja niepolska, a choinkę nazywano „niemieckim drzewkiem”. Jednak w polskich domach na wschodzie i w centrum kraju nie brakowało akcentów z zielonych przez cały rok iglaków. Pod sufitem nad stołem lub nad drzwiami wieszano podłaźnik, zwany też podłaźniczką – gałązki sosny, świerku, czasem też jabłoni lub wiśni, albo czubek małej choinki. Zdobiono je jabłkami, orzechami, pierniczkami i innymi ozdobami. Jaka była symbolika podłaźników?

 – Zielone mimo zimy gałązki symbolizowały witalność i zwycięstwo życia nad śmiercią. Podłaźniki, podobnie jak dzisiejsza choinka, miały wpływać pozytywnie na siły fizyczne domowników i trzody. Te wiszące nad stołem miały szczególnie chronić od nieszczęść, przynosić zgodę i miłość w rodzinie, a pannom na wydaniu szybkie zamążpójście – tłumaczy dr hab. Zuzanna Grębecka, antropolożka i etnolożka z Uniwersytetu Warszawskiego.

 Magia świąt i tradycji w obiektywie króla fotografii mobilnej 2022 

Wszystkie zdjęcia pokazujące polskie tradycje świąteczne wykonaliśmy Huawei Mate 50 Pro. Dzięki możliwościom jego trzech obiektywów, każde ujęcie z rodzinnych świąt będzie wyglądało jak z profesjonalnej sesji zdjęciowej, i to niezależnie od tego, czy użyjemy jego zaawansowanych trybów, czy zdamy się na algorytmy aparatu.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: