Wyjeżdżając na urlop na pewno będziemy chcieli uwiecznić miło spędzone chwile na zdjęciach czy filmach z podróży. A przy okazji mieć się, czym pochwalić znajomym po powrocie do domu. Nic w tym dziwnego. Hammer Energy 2 wyposażony jest w matrycę o rozdzielczości 13 MP i pozwala nagrywać filmy w jakości Full HD. Swoimi możliwościami nie ustępuje, więc współczesnym smartonom dostępnym na rynku. Fotoamator znajdzie w nim standardowe dla Androida opcje konfiguracji oraz tryby fotografowania. Zdjęcia, w świetle dziennym prezentują przyzwoity, jak na „pancerny” smartfon poziom. Jak widać na przykładowych zdjęciach kolorom brakuje może nieco nasycenia, ale są o niezłej szczegółowości – co oznacza nie więcej niż tyle, że nie warto dźwigać w góry dodatkową cyfrówkę, skoro mamy do dyspozycji ten z Hammera.
Nie zabrakło też materiału wideo rejestrowanego z maksymalną dostępną rozdzielczością Full HD (1080p) i prędkością 30 klatek na sekundę. Filmy utrzymują się na zadowalającym poziomie i z pewnością staną się pamiątką na długie lata.
Na szczęście nie jesteśmy już skazani na ograniczanie wydajności i funkcjonalności urządzeń mobilnych w przypadku braku dostępu do sieci elektrycznej. Wbudowana w urządzenie bateria ma pojemność 5000 mAh. Przy średnio intensywnym użytkowaniu wystarcza ona na 3 dni pracy. Nie miałem jednak żadnego problemu, by wyczerpać akumulator w zaledwie dwa dni. Jednak wówczas używałem smartfon naprawdę intensywnie. Hardcorowi użytkownicy m.in.: przez wyłączenie automatycznej transmisji danych, Wi-Fi, Bluetooth, GPS, widgetów, czy zmniejszenie jasności ekranu mogą telefon „trzymać” w gotowości nawet tydzień. To bardzo świetny wynik, którego nie powstydziłyby się nawet droższe smartfony. Na czuwaniu zużycie baterii jest bardzo małe, przy włączonym Wi-Fi 1-2 % przez noc.
Oczywiście nie omieszkałem przeprowadzić standardowych testów w aplikacji PCMark, przy pełnej jasności ekranu. Ponad 9 godzin jest świetnym wynikiem i często marzeniem chyba każdego posiadacza współczesnych smartfonów.
Sprawdźmy jednak, jakie katusze jest zdolny przetrwać testowany smartfon. Jeśli ktoś pomyśli, że w celu sprawdzenia odporności na uszkodzenia rzucałem telefon pod jadący pociąg, lub zrzucałem z Pałacu Kultury, będąc w Warszawie, aby potem szukać go w jakieś rozpadlinie w Beskidach, to muszę rozczarować – nic takiego nie miało miejsca. Traktowałem go jako towarzysza moich reporterskich podróży, którego spotkały czasem przykrości dnia codziennego. Natomiast parę razy sprawdzałem jego odporność, rzucając go przed siebie, z wysokości kieszeni na różnego rodzaju podłoże. Bywał ze mną na basenie i w saunie parowej.
Telefon kilka razy ląduje w błocie i piasku oraz w przerębli – tak, parę razy w tym roku było mroźnie – zwłaszcza podczas pobytu w górach. Werdykt – oczywiście dalej działał i działa.


