Szukasz nowego smartfona i smartwatcha? Sprawdź nasz test OnePlus Nord 4 i OnePlus Watch 2R
Przedstawiamy zalety, wady i specyfikację urządzeń, a także dzielimy się naszymi wrażeniami z użytkowania. Dowiedz się, czy ten duet jest dla Ciebie idealny
Test (2 strony) bezpłatny i bez sponsoringu – przytoczone stwierdzenia są tylko subiektywnymi odczuciami testującego to urządzenie

W połowie lipca do polskich sklepów trafiły 3 nowe urządzenia od OnePlus. Są to: Nord 4, Pad 2, Nord Buds 3 Pro oraz Watch 2R. W moje ręce trafiły jednak tylko dwa z nich: smartfon oraz zegarek. Jak się u mnie sprawdziły? Zapraszam do lektury
Smartfon:
- Elegancka metalowa obudowa – wytrzymała i stylowa
- Potężny procesor – idealny do grania i codziennych zadań
- Płynny ekran 120Hz – zapewniający niesamowite wrażenia wizualne
- Aparat fotograficzny 50MP – uchwyć każdy szczegół w oszałamiającej jakości
- Bateria 5500mAh – długi czas działania bez ładowania
- Najnowszy Android 14 – aktualizacje przez 4 lata!
W opakowaniu znajdziemy: smartfon, kabelek do ładowania, szpilkę do otwarcia tacki na karty SIM oraz standardowa papierologia. Nie znajdziemy w nim ładowarki ani etui.
Jeśli chodzi o Watch 2R, to wyróżnia go:
- Lekka aluminiowa konstrukcja 🪶 – komfortowa w noszeniu przez cały dzień
- System Wear OS ⌚️ – z dostępem do mnóstwa aplikacji i funkcji
- 100 trybów sportowych ♀️♂️ – monitoruj swoją aktywność fizyczną
- Pełen pakiet funkcji zdrowotnych 🩺 – mierz tętno, poziom stresu i jakość snu
- Płatności NFC – płać zbliżeniowo zegarkiem
- Rozmowy telefoniczne – odbieraj i prowadź rozmowy bez wyciągania telefonu
W opakowaniu znajdziemy: zegarek, kabelek ze stacją do ładowania oraz standardową papierologię.

OnePlus Nord 4 – budowa i użytkowanie
Nord 4 to pierwszy smartfon obsługujący sieć 5G na naszym rynku, który otrzymał metalową obudowę. Producent podkreśla, że było to nie lada wyzwanie ze względu na to, że obsługa sieci 5G wymaga więcej anten niż kiedykolwiek, a to przekładało się na konstrukcję, w której elementy metalowe zastąpiło lepiej sprawdzające się szkło.
Sama czasami się zastanawiałam dlaczego producenci porzucili metalową obudowę. Zatem wszystko się wyjaśniło. Znowu winne jest 5G 😊. Jakby mogło być inaczej. Nie mniej udało się i testowany model jest tego dobrym przykładem. Smartfon jest zatem bardzo smukłym urządzeniem, ale niezbyt lekkim.
Jego wymiary to: 162.6 x 75 x 8 mm, a waga to ok. 199,5 g. Nie mniej bardzo dobrze leży w dłoni, a aluminiowa konstrukcja (na górze przy aparatach wygląda to dalej na szkło) sprawia, że się nie wyślizguje. Praktycznie można by zapomnieć o dodatkowym etui (nie ma go w opakowaniu), gdyby nie wystające lekko obiektywy ułożone poziomo w górnej części plecków.
Testowane urządzenie jest dostępny w trzech wersjach kolorystycznych. Wariant srebrny (Mercurial Silver) został stworzony przy użyciu ponad 28 000 precyzyjnych cięć laserowych, do czego zastosowano technikę grawerowania nanolaserem 2D. Natomiast wariant zielony (Oasis Green) charakteryzuje dwutonowa kolorystyka. Jest dostępny również w klasycznej, czarnej wersji (Obsidian Midnight).
Z przodu znajdziemy płaski ekran Super Fluid AMOLED 6,74’’ z bardzo wąskimi ramkami (Screen Ratio 90%) oraz jednym aparatem umieszczonym w kółeczku na środku górnej belki. Obie warstwy łączy płaska ramka w kolorze obudowy. Oczywiście wszystko jest dobrze spasowane.
Jeśli chodzi o odporność na wodę i kurz, to mamy tutaj IP65. Nadal nie jest to IP68, ale i tak jest już lepiej niż u poprzednika, który miał tylko IP54
Na spodzie obudowy znajdziemy mikrofon, głośnik multimedialny (jeden ze stereo), gniazdo USB C 2.0 oraz szufladkę na 2 karty SIM (bez miejsca na dodatkową kartę pamięci)
Na górze umieszczono mikrofon do redukcji szumów, podczerwień (odpowiednia aplikacja jest zainstalowana w telefonie) oraz drugi głośnik.
Na lewej krawędzi umieszczono suwak powiadomień Alert Slider (zmiana pomiędzy trybem cichym, wibracjami, a dzwonkiem), a na prawej znajdziemy włącznik / wyłącznik oraz przyciski głośności.
Wszystkie przyciski zostały wykonane w kolorze obudowy. A co najważniejsze są wyraźne w dotyku i bardzo dobrze i szybko reagują na wszystkie kliknięcia. Podobnie jest ze suwakiem. Działa poprawnie.
Jeżeli chodzi o multimedia, to mamy tutaj do czynienia z głośnikami stereo. Jest to typowy smartfonowy zestaw w tej klasie cenowej – muzyka płynąca z niego jest donośna i dosyć, ale standardowo bez większej głębi czy basów i trochę jakby przeostrzona (taka mało przyjemna dla ucha, podobnie jak w poprzedniku). Nie mniej na pewno sprawdzą się podczas przeglądania mediów społecznościowych czy rozmowy głośno mówiącej. Warto dodać jeszcze, że nie zajedziemy tutaj wyjścia mini Jack 3,5mm.
Co, do jakości prowadzonych rozmów również nie można mieć zastrzeżeń.
Jeśli chodzi o czytnik linii papilarnych, to tutaj znajdziemy go w ekranie. Działa on wystarczająco szybko i poprawnie. Dodatkowo mamy do dyspozycji również odblokowanie telefonu przez skanowanie twarzy. Działa ono również w miarę OK, chociaż pamiętajmy, że nie jest to najbezpieczniejsza metoda.
Testowany model otrzymał płaski ekran Super Fluid AMOLED 6,74’’ z rozdzielczością 1,5K (2772 x 1240 px), gęstością pikseli 450 PPI i odświeżaniem 120 Hz (możemy zmienić na automat, 120 Hz lub 60 Hz). Sam ekran prezentuje się bardzo dobrze. Zresztą bardzo podobnie jak w poprzedniku. Ekran obsługuje również HDR10+. Jedyna różnica jest taka, że nowy model otrzymał większą jasność szczytową, która wynosi 2150 nitów oraz został wyposażony w technologię Aqua Touch, która odpowiada za to, że możemy bez problemu użytkować telefon nawet z mokrymi palcami. I powiem Wam krótko – działa.
Smartfon oferuje oczywiście możliwość dopasowania parametrów ekranu takich jak: temperatura ekranu (zimna, domyślna, cieplejsza), tryb kolorów ekranu (żywy, naturalny, tryby profesjonalne) czy jasność, ale również posiada dodatkowy tryb ciemny oraz tryb ochrony oczu (Komfort oczu i sen).
Nie znajdziemy w nim diody powiadomień ale jest za to AOD zwany jako Ekran zawsze aktywny. Standardowo też możemy włączyć obsługę gestami lub pozostawić dolną belkę z przyciskami. Dodatkowo możemy włączyć inteligentny pasek boczny.
Mocny procesor Qualcomm SM7675 Snapdragon 7+ Gen 3 (4 nm) w połączeniu z dużą ilością pamięci RAM – 16 GB LPDDR5X i dobrą optymalizacją systemu (Android 14 z nakładką OxygenOS 14.1), to gwarancja wydajnej i płynnej pracy. Tak też jest tutaj. Smartfon działa płynnie i szybko. W teście AnTuTu zdobył ponad 1,09 mln punktów. W sumie jest dokładnie tak jak się spodziewamy w tej półce cenowej.
Smartfon otrzymał również certyfikat Certyfikat TÜV SÜD, który wynosi 72 miesiące. Jest to aktualnie najdłuższy wskaźnik płynności przyznany telefonowi. Czy tak będzie? O tym przekonają się już sami użytkownicy, gdyż u mnie telefon będzie był tylko 2 tygodnie. Jest jeszcze jeden plus tego modelu. Producent dostarczy mu cztery główne aktualizacje Androida i sześć lat aktualizacji zabezpieczeń.
I najważniejsze pytanie: Czy Nord 4 się grzeje? Bardzo obawiałam się tej kwestii zważywszy na metalową obudowę, a w sumie zostałam całkiem miło zaskoczona. Przy codziennych operacjach praktycznie nie zauważyłam jakieś nadmiernego przegrzewania się telefonu. Owszem jak będziemy intensywnie grać, to doprowadzimy telefon do wysokiej temperatury, ale to raczej nie jest niczym dziwnym już przy mocniejszych smartfonach. Nie mniej nie zauważyłam jakiegoś odchyłu względem konkurencji bez metalowej obudowy.
Gdyby tego było nam jeszcze za mało, to możemy rozszerzyć pamięć RAM o kolejne 12 GB pamięci wirtualnej. Do dyspozycji mamy również 512GB pamięci na pliki (UFS 4.0). Niestety nie znajdziemy miejsca na dodatkową kartę micro SD, ale przy 512 GB pamięci to raczej zbędna rzecz.
Warto tutaj od razu wspomnieć, że oprogramowanie zostało naszpikowane również narzędziami AI, które mają zwiększać naszą produktywność. Są to: Google Gemini (LLM), AI Toolbox – nowy dodatek do paska bocznego, w którym znajdziemy: Pisanie AI, Mowa AI oraz Podsumowanie AI (niestety bez języka polskiego, co znacząco zmniejsza ich atrakcyjność i użyteczność u nas).
OnePlus Nord wykorzystuje również AI do ulepszania zdjęć: Gumka AI, AI Best Face, AI Clear Face i Inteligentne wycinanie AI 2.0. Te funkcje już znamy chociażby z Oppo Reno 12 pro 5g i ich działanie jest bardzo podobne. Zatem jak interesują Was filmiki z pokazaniem wybranych funkcji, to zapraszam do recenzji Oppo Reno 12 pro 5g.
Ponadto nowy Nord 4 wyposażono w:
- Sieć komórkową: 5G
- Wi-Fi 802.11 a/b/g/n/ac/6, dual-band, Wi-Fi Direct
- Bluetooth 4 (A2DP, LE, aptX HD, LHDC)
- NFC
- USB C 2.0, OTG
- Nawigację: GPS, GALILEO, GLONASS, BDS
- Czujniki: Fingerprint (w ekranie), accelerometer, gyro, proximity, compass
- Ochronę prywatności: Czytnik linii papilarnych w ekranie, skaner twarzy, PIN, wzór
W codziennym użytkowaniu podczas korzystania z Wi-Fi, Bluetooth, GPS nie zauważyłam problemów. Łączność GPS następowała bardzo szybko i spokojnie pozwoliła mi nam nawigację po mieście, a po BT bez problemów mogłam łączyć np. słuchawki czy przesyłać większa ilość zdjęć. A i mamy też oczywiście płatności NFC. I to co chyba najbardziej istotne – smartfon nie tracił zasięgu tam gdzie nie powinien mimo obaw, że tak może być ze względu na metalową obudowę.
W smartfonie znajdziemy ogniwo o pojemności 5500 mAh (to największe ogniwo jakie do tej pory pojawiło się w tej serii ) oraz szybkie ładowanie 100 W. Nie znajdziemy tutaj ładowania indukcyjnego czy zwrotnego. Trochę szkoda, bo w tej cenie powinno to już być standardem. System jest bardzo dobrze zoptymalizowany pod kątem poboru energii, ale też powiedzmy sobie szczerze nadal nie jest to jakiś diametralny skok w kwestii czasu pracy na jednym ładowaniu (Czas pracy na ekranie to tak 6-7h). Raczej podobnie jak u innych modeli tej klasy.
Zatem możemy liczyć od 1 do 3 dni pracy w zależności od obciążenia. Bardziej hardkorowy użytkownik będzie szukał ładowarki już na koniec dnia, a ten bardziej sporadycznie korzystający z telefonu może przetrwać nawet do 3 dni. Dodam jeszcze, że odpowiednią ładowarkę musimy sobie dokupić sami.
I na koniec standardowo aparat. W testowanym modelu znajdziemy następujące obiektywy:
- Aparat na tyle:
- 50 MP, f/1.8, 25mm (wide), 1/1.95″, 0.8µm, PDAF, OIS, matryca LYT-600 (ten obiektyw się zmienił względem poprzednika)
- 8 MP, f/2.2, 112˚ (ultrawide), 1/4″, 1.12µm (dokładnie to samo oczko co w poprzedniku)
- Zoom cyfrowy – x20
- Dual-LED flash
- Wideo: 4K@30/60fps, 1080p@30/60/120fps, gyro-EIS
- Aparat przedni: 16 MP, f/2.4, 24mm (wide), 1.0µm, HDR, 1080p@30fps (dokładnie to samo oczko co w poprzedniku)
Z trybów video-fotograficznych znajdźmy w nim: tryb nocny (ultra night), wideo, tryb automatyczny (zdjęcie), portret, tryb pro, wysoka rozdzielczość, panorama, film, zwolnione tempo, film poklatkowy, długa ekspozycja, film z dwóch kamer oraz skaner dokumentów.
A jak zdjęcia wypadają w rzeczywistości?
Cieszy mnie fakt, że OnePlus w końcu zdecydował się na wyrzucenie tego nikomu niepotrzebnego oczka macro 2 Mpx. Szkoda tylko, że wyrzucił też tryb macro, a można go było przecież obsłużyć z szerokiego kąta czy obiektywu głównego… Ech zawsze coś. Do tego nadal pozostał słaby szeroki kąt 8 Mpx. W tej półce cenowej oczekiwałabym jednak już czegoś lepszego – min. 12 Mpx. Można też było pozbyć się szerokiego kąta i dodać np. oczko z tele do poprawy trybu portretowego. Też byłaby to jakaś ciekawa opcja.
Jeśli chodzi o obiektyw główny, to wypada on bardzo przyzwoicie w swojej klasie, chociaż nie idealnie. Momentami otrzymamy bardzo ładne, szczegółowe zdjęcie o szerokim zakresie tonalnym i całkiem niezłym balansie bieli. Momentami jednak zaczyna się gubić – nagle ten sam kadr ma zupełnie inną kolorystykę – jakby trochę wypraną z kolorów. Czasami kolory są ładne, przyjemne dla oka, chociaż trochę podbite (mają xHDR włączony), a za chwilę ten sam kadr jest przytłumiony i bez xHDR. Mam nadzieję, że zostanie to poprawione przy kolejnej aktualizacji.
Smartfon całkiem dobrze radzi sobie również w trudniejszych warunkach i w nocy – oczywiście z obiektywu głównego. Szczególnie przy miejskich światłach, bo w ciemniejszych zaułkach już łapie sporo szumów i nieostrości. Niestety szeroki kąt w nocy wypada słabo i nawet nie ma za bardzo o czym pisać.
Do zdjęć macro za to możemy wykorzystać zoom cyfrowy x2 (większa wartość już sprawia, że pojawia się sporo ziarna…). Nie będą to może jakieś spektakularne zdjęcia i nie popatrzymy pszczole w oczy, ale generalnie większe owady i kwiatki wyglądają naprawdę dobrze. Chociaż jest małe ale… jak za blisko podejdziemy do obiektu to diametralnie zmienia się balans bieli – kolory są bardziej wyprane. Przy robieniu zdjęć na x2 w przestrzeni, ta kolorystyka jest stała, a przy macro już widać sporą zmianę.
Mimo drobnych niedociągnięć smartfon potrafi pozytywnie zaskoczyć. Możemy otrzymać z niego całkiem dobrej jakości zdjęcia (ładnie też rozmywa tło przy portretach), a co więcej otrzymał też tryb długiej ekspozycji, który pozwala na rozmycie chociażby wody czy np. jadącego tramwaju bez potrzeby użycia statywu (jest OIS).
Nord 4 nie posiada obiektywu tele. Dostępne jest tylko powiększenie cyfrowe do x20. I w sumie nie wiem po co, gdyż w miarę przyzwoite kadry wychodzą tak na max. x2, na upartego do max. x5. I to by było na tyle.
Jeśli chodzi o selfie, to mamy do dyspozycji aparat 16 Mpx na przodzie, który wypada całkiem przyzwoicie.
To czas na przykładowe zdjęcia:
Testowany model pozwala na nagrywanie filmów max w 4K@60fps z obiektywu głównego i max 1080p@30fps z obiektywu szerokokątnego. W czasie filmowania nie można przełączać się między obiektywami. Trochę widać szarpnięcia i uskoki na filmie, ale ogólnie wypada całkiem przyzwoicie. Zresztą zobaczcie sami:


