Sennheiser MOMENTUM Wireless oczywiście prezentują się świetnie. Na początku miałam tylko pewne wątpliwości co do metalowych pałąków i mechanizmu przesuwania po nich nauszników. Wydawały się dosyć delikatne i bałam się czy taka szyna będzie przytrzymywać nauszniki w jednym miejscu. Moje obawy jednak bardzo szybko się rozwiały. Wszystko tutaj jest naprawdę solidne, a muszle trzymają się dokładnie tam, gdzie je ustawiłam. Każdy element idealnie do siebie pasuje i przy bliższym poznaniu widać, że producent dokładnie przemyślał wszystko.
Testowany zestaw jest dosyć duży, głównie za sprawą sporego rozmiaru nauszników, w których w całości schowały się moje uszy. Nie są też lekkie. Ich waga to: 305 g. Mimo wszystko świetnie dopasowały się do mojej głowy. Nic w nich nie uciskało, nic nie przeszkadzało. Kilkugodzinne słuchanie muzyki, to w nich żaden problem. A wiem o czym mówię. W tej kwestii jestem bardzo wybredna, gdyż zazwyczaj po godzinie – dwóch zaczyna boleć mnie głowa, a tutaj nie miałam takiego problemu.
Wewnętrzna część pałąka została wyłożona miękkimi elementami (wygląda jakby to były jakieś uszczelko gąbki), a całość pokryta delikatną skórką.
Natomiast muszle w Sennheiser MOMENTUM Wireless otrzymały owalny kształt i jak wspomniałam już wcześniej są dosyć duże. Bez problemu zmieściłam w nich całe moje uszy i wszystko idealnie przylegało również wokół nich. Wewnętrzna część muszli została wyłożona cienkim materiałem, a wokół nich znajdziemy miękką gąbkę obłożoną delikatną skórką. Nie zdarzyło mi się, aby uszy mi się w nich spociły, ale też aktualna temperatura raczej też w tym nie pomaga. Zatem czy w upalny dzień będzie w nich wygodnie? Na to pytanie aktualnie nie odpowiem. Na dzień dzisiejszy, uwzględniając aktualne warunki klimatyczne, mogę śmiało stwierdzić, że są bardzo wygodne 😊.


