Z pamiętnika młodego kuracjusza cz.1/3 – przygoda w Sanatorium

Sanatorium kojarzy Ci się z nudą, krzyżówkami i „kuracjuszami 70+”? To zapnij pasy, bo ten turnus to bardziej serial z wątkiem komediowo-romantycznym niż spokojne wczasy pod kroplówką.

Już od pierwszego dnia czekają tu błotne burrito z borowiny, jacuzzi bez prosecco, wieczorki „zapoznawczo-poruchawcze”, sanatoryjne radio ploteczka i niekończące się spacery po Połczynie-Zdroju – oczywiście z telefonem w roli aparatu fotograficznego w każdej kieszeni. Zapraszam na pierwszą część „Z pamiętnika młodego kuracjusza”.

Huawei Mate X7 1502 Technosenior

Z pamiętnika młodego kuracjusza Dzień 1

Drogi pamiętniczku, jestem już zakwaterowana! 🥳 Udało się dostać pokój jednoosobowy – synek Andrju dobrze mamcię poinstruował, więc wszystko ogarnięte jak należy 😂. Ośrodek robi wrażenie, choć jest tak zagmatwany, że zanim znalazłam właściwe drzwi, nabiłam już 5 tysięcy kroków! 🏃‍♀️ Huawei jeszcze nie wie, co go czeka w tym sanatoryjnym labiryncie 🤣. Zabiegi zapowiadają się świetnie – jeszcze czekam na oficjalną rozpiskę, ale już jutro ruszam z pierwszymi atrakcjami. Czas w końcu na błotka, bąbelki i inne cuda lecznicze 💆‍♀️💦Pierwsze “papu” w stołówce? Rewelacja! 😋 Porcja jak dla dwojga – czyli ja i mój wewnętrzny głód, po pierwszych sanatoryjnych przygodach, najedliśmy się po brzegi 😂. Już pierwszego dnia poznałam kilka dusz towarzyskich – przesympatyczne małżeństwo (o którym wiem już całkiem spooro) oraz uroczą babcię, która z pasją opowiedziała mi całą sagę o swoich córkach, zięciach i wnukach 👵📖.

Potem wspólny spacer po nowym miasteczku i… muszę przyznać – jest super, mimo że średnia wieku to jakieś 70+ 😂. Ale kto powiedział, że młodość to liczba w metryce? Sam ośrodek położony jest dosłownie na końcu świata – w polu, pośrodku niczego 🌾😂 Ale co tam! Będę chodzić w kółko i fotografować każdy krzaczek w promieniu kilku kilometrów. W końcu każda gałązka zasługuje na swoje pięć minut w moim obiektywie 📸🤣. Pierwszy dzień zaliczony na piątkę! Ciekawe, co przyniesie jutro… 🤭

Z pamiętnika młodego kuracjusza Dzień 2

Drogi pamiętniczku, pierwsze zabiegi już za mną… i powiem Ci szczerze – sanatorium to nie wczasy, to przygoda z akcją, dramatem i komedią w jednym 🤣Poranek zaczęłam od hydromasażu, czyli kąpieli w wannie pełnej bąbelków 🫧. Czułam się jak w jacuzzi dla księżniczek – brakowało tylko kieliszka prosecco i wachlującego masażysty 🥰Przy śniadaniu zrobiło się małe zamieszanie – przy stoliku było więcej ludzi niż talerzy 🫣. No i zaczęła się gra o tron… a raczej o talerz 😅 Na szczęście szybko się wyjaśniło i obyło bez strat w ludziach. Bo w końcu – bez aferki to nie sanatorium, tylko hotel! 🤣Potem przyszła pora na legendarny okład z borowiny. Jak to mówią – błoto błotem, ale jakie lecznicze! 🥳

Rozgrzana do 45 stopni torfowa masa – wygląda trochę jak krowi placek 🐄 – ląduje na folii, a potem człowiek, czyli ja, wskakuje na to nagusieńka jak nowo narodzone dziecko natury 🌿. Potem zawijają mnie w folię jak burrito i zostawiają na 10 minut w pełnym błotnym błogostanie.Powiem tak – można by tak leżeć godzinami, gdyby nie to, że człowiek się gotuje jak pieróg 🤣Potem przyszła kolej na łóżko wodne – trzeci zabieg z mojego pakietu 🥳. Cudowne uczucie! Trochę jakby spać na fali, tylko bez ryzyka, że wpadniesz do morza 😅Po południu – basen i moje wodne akrobacje, godne zawodowej syrenki 🧜‍♀️ (choć w mojej wersji bardziej: syrenka po obiedzie 🤭). A wieczorem… ooo, pamiętniczku… wieczorek zapoznawczo-poruchawczy! 💃🕺

Taka sanatoryjna potańcówka, gdzie panowie przystojni jak wspomnienia z młodości, a panie roztańczone jak wino z sokiem żurawinowym 😄Ale o tym, jakie kroki taneczne i słowne kombinacje tam się działy, napiszę jutro – dziś już padam jak po maratonie SPA 🤣Twoja błotno-wodna nimfa sanatoryjna 🫧🥳

Z pamiętnika młodej kuracjuszki Dzień 3

Drogi pamiętniczku, każdy dzień w sanatorium to nowa przygoda! Ale zanim o dzisiejszych rewelacjach, wrócę jeszcze na chwilę do wczorajszego wieczorku zapoznawczo-poruchawczego 💃🕺
Ekipa dopisała w stu procentach – panie wyciągnęły z walizek najpiękniejsze kreacje, błysk w oku i ruszyły na parkiet niczym gazele po kawie ☕️😂 Panowie natomiast odkryli w sobie drugą (a może i trzecią!) młodość – nagle kolana przestały trzeszczeć, biodra zatańczyły, a krok walczyka był bardziej zamaszysty niż w czasach studniówek 🤣
Muzyka? Oczywiście na żywo! Młody grajek przygrywał klasyki z lat młodości kuracjuszy, więc nóżki same rwały się do tańca. Zabawa trwałaby do białego rana… gdyby nie cisza nocna o 22:00! 😂 O tej godzinie wszyscy już grzecznie w pokojach, a po korytarzach ruszyło sanatoryjne „SWAT-team pielęgniarski” na nocny obchód.
Do moich drzwi też ktoś zapukał – strażniczka ładu i snu 😂 Zapytała tylko: “Czy wszystko w porządku?” i poszła dalej. Poczułam się jak w internacie – bezpieczna, dopilnowana i gotowa do snu jak dziecko! Po tak emocjonującym dniu zasnęłam w sekundę, zanim zdążyłam poprawić poduszkę 😴
Rano – pobudka! Budzik uratował mnie przed spóźnieniem na śniadanie 😅
Po śniadaniu ruszyłam w wir zabiegów: najpierw masaż na łóżku wodnym, potem pielgrzymka do „pokoju sterowania zabiegami”. Tam, jak to w urzędzie życia – kolejka za kolejką… trochę z powodów medycznych, trochę z mojego “widzi mi się” 😉 Najpierw do lekarza, potem z powrotem do planowania. Po pół godziny triumf – plan zmieniony!🥳
Kolejne przystanki? Tuba magnetyczna i prądy z borowiną. Brzmi jak eksperyment NASA, a tak naprawdę… można w nich sobie cudownie pospać po 10 minut 😴😁
Do obiadu czas zleciał nie wiadomo kiedy, a po jedzeniu postanowiłam ruszyć w teren – trzygodzinny spacer po zaśnieżonym Parku Zdrojowym i uroczym rynku Połczyna-Zdroju ❄️
Po drodze, jak na współczesną kuracjuszkę przystało – wpadłam oczywiście do Paczkomatu! 😂 Paczki z zakupami przyszły, więc można żyć dalej!
W drodze powrotnej minęłam połczyński browar… Oj, już wiem, jakie pamiątki przywiozę do domu 🍻 Skrzyneczka lokalnego złotego napoju brzmi jak doskonały upominek z misją terapeutyczną 🤣
Punktualnie o 17 – kolacja, potem szybka kąpiel i… o 20 już prawie zasypiam! Kto by pomyślał – ja, nocny marek, lulana przez rytm sanatoryjnego życia 😴
Zatem kończę na dziś, mój drogi pamiętniczku. Jutro – nowy dzień i nowe kuracyjne przygody! Trzeba nabrać sił… i może też trochę odwagi 😄

Z pamiętnika młodej kuracjuszki Dzień 4

Drogi pamiętniczku, dziś sobota… ale broń Boże nie dzień lenia! 😂 W sanatorium to pojęcie nie istnieje – tu czas liczy się od zabiegu do zabiegu!Po śniadaniu – tradycyjny maraton regeneracyjny: moje ukochane łóżko wodne, potem prądy z borowiną i pole magnetyczne, czyli zestaw “zróbmy z człowieka nową wersję siebie” 🤣.Gdy już uzyskałam pełen reset ciała i ducha, ruszyłam na wycieczkę do apteki. W teorii blisko, w praktyce – wyprawa godna odkrywcy 😂 Bo kiedy człowiek idzie z trzema telefonami w kieszeni (testowe sztuki w komplecie 🫣📱), to każdy krok kończy się mini sesją zdjęciową! Efekt? Droga, która miała zająć kwadrans, zajęła prawie godzinę. Ale zdążyłam na obiad – i to jest najważniejsze! 🥳
Dziś słońce wyszło jak na zamówienie ☀️.

Nie mogłam się doczekać, żeby wyrwać się na dłuższy spacer i zobaczyć okolice w pełnej krasie. Zapakowałam sprzęt (czyli telefony “po premierze” i te “jeszcze w ukryciu” 😂) i ruszyłam odpoczywać po mojemu – z aparatem w dłoni! Okolica jest cudna! Park, rzeczka, stawy (teraz zamarznięte jak serce eks po zimowym telefonie 😜) i Zalew – wszystko przykryte białym puchem, który połyskuje w słońcu jak diamenty. Po prostu bajka 🥰Oczywiście nie mogłam tego nie uwiecznić – zdjęcia same się robiły 😄 A gdy tak pstrykałam, jakaś sympatyczna para poprosiła mnie o wspólną fotkę i przy okazji… uwieczniła też mnie! Ten mój kolorowy płaszczyk znowu zrobił furorę 🙃 Jeden pan stwierdził nawet, że kupi taki sam swojej żonie – wróżę mu powodzenia w szukaniu (drugiej takiej sztuki nie ma 😂).
I tak minęła sobota – niby spokojna, a jednak pełna małych przygód.
PS. Nie myśl sobie, pamiętniczku, że w sanatorium nic się dziś nie działo! 😂 Ooo nie! Jak zwykle życie toczyło się swoim rytmem – ktoś chrapie jak traktor, komuś przeszkadza światło o 20, a ktoś przez pomyłkę został zakwaterowany w pokoju damsko-męskim! 😏Pomyłka czy może… przeznaczenie zapukało do drzwi? 😉 Kto to wie – miłość w sanatorium nie zna metryki 🥳Dobra, koniec ploteczek, bo wieczór puka do drzwi. Jutro niedziela – dzień bez zabiegów, ale kroczki same się nie zrobią! 😅 Mimo mrozów (–9°C 🥶) planuję ruszyć dalej poznawać okolicę. Słodkich snów i mniej chrapiących sąsiadów 😴💤.

Z pamiętnika młodej kuracjuszki Dzień 5

Drogi pamiętniczku, dziś niedziela – czyli oficjalnie dzień bez zabiegów! 🎉 W teorii odpoczynek… w praktyce? Dzień zwiedzania, ploteczek i spacerów, oczywiście w rytmie kuracjuszki po przejściach 😂Po śniadaniu ruszyłyśmy z nową koleżanką na krótki spacer – ona sobie spokojnie drepta, ja w tym czasie obskakuję każdy krzaczek, drzewko i ścieżkę z telefonem w ręku 📱📸. Wyszło z nas prawdziwe sanatoryjne duo idealne: ona tempo emeryckie, ja tempo influencera – czyli równowaga w przyrodzie zachowana 😂Oczywiście nie obyło się bez lekkiego sanatoryjnego “radia ploteczka” 🎙️, ale te historie zostawiam dla chętnych na PRIV – nie każda opowieść nadaje się do publikacji 🤫🤣Dreptać można by do wieczora, gdyby nie fakt, że o 13 czekał obiad – święto nie do przeoczenia! 🥳A dziś pogoda dopisała jak marzenie: słońce, śnieg i błękitne niebo ☀️❄️💙 Czego chcieć więcej?

No, może ciut więcej stopni – bo przy minus dziewięciu 🥶 człowiek zaczyna doceniać każdą filiżankę herbaty i ciepły klimat stołówki 😉Po obiedzie zaliczyłam krótką drzemkę (czyli “ładowanie baterii wersja human”) i ponownie ruszyłam w drogę – tym razem samotnie, z misją dotarcia do zalewu i zapory.I co tu dużo mówić… bajka! 😍 Wszystko skąpane w słońcu, zasypane śniegiem, a wokół cisza i tylko skrzypiący śnieg pod butami. Aparat nie nadążał – więc zostawiam kilka zdjęć, żeby nie trzeba było sobie tego tylko wyobrażać 📸✨Im bliżej wieczora, tym zimniej, więc trzeba było wracać na kolację – punkt 17! 😂 Tu posiłki pojawiają się tak gęsto, że człowiek czuje się jak w trybie ciągle jem albo zaraz jem 🙈I tak minęła niedziela – leniwa po mojemu. Bo choć odpoczywałam, to i tak zrobiłam 10,5 km i setkę zdjęć jak z bajki 🥳A jutro… powrót do zabiegowego maratonu i nowych rewelacji z frontu sanatorium! 😄 Ściskam gorąco w ten mroźny wieczór 🤗☀️.

Z pamiętnika młodej kuracjuszki Dzień 6

Drogi pamiętniczku, zaczynamy nowy tydzień – a więc i nowy etap maratonu zabiegowego! 🏃‍♀️Budzik zadzwonił o 7:15, ale kto to widział wstawać od razu? 🤭 Poleżałam jeszcze z kwadrans w trybie “jeszcze pięć minutek”, a potem szybki sprint, bo czas w sanatorium pędzi szybciej niż plotki po stołówce 😂 W drodze na śniadanie, rzecz jasna, najnowsze wydanie Sanatoryjnego Kuriera: kto chrapał jak traktor 🚜, kto znowu nie zgasił światła, i kto słuchał radia tak głośno, że Toruń prawie się odezwał 🫣🤣. Po szybkim śniadanku – siup! – do wanny z bąbelkami 🫧. Szampana co prawda nie podali, ale przynajmniej piany było jak w filmie romantycznym, tylko bez Romana 😂. Później przyszedł czas na borowinowe błotko. Z pozoru spokojnie, jak w błotnym SPA, ale zza sąsiedniej kabiny dobiegały odgłosy… hmm, powiedzmy “emocjonalne” 🫣. Pani obłożona borowiną pojękiwała tak głośno, że zaczęłam się zastanawiać, czy to nadal zabieg, czy już telenowela 🤣.Po dziesięciu minutach napięcie rosło, aż nagle ktoś trzasnął drzwiami tak, że aż podskoczyłam – i cisza! 😂 Koniec odcinka!

Błoto błotem, ale emocje jak w serialu. A miało być zwykłe poniedziałkowe spa…Po błotnej przygodzie szybki reset w pokoju, a potem kolejny odpoczynek w… SPA 🤭 Masaż pleców olejkami z borowiną – pół godziny błogości i tym razem bez dźwiękowych atrakcji 😅Następny punkt programu: basen! 💦 Pół godziny wodnych akrobacji — 20 minut intensywnych ćwiczeń z instruktorem (czytaj: machania rękami w rytmie zadyszki) i 10 minut pływania dla godności 😂 Tam poznałam przesympatyczną panią, która prawdopodobnie będzie wracać ze mną do domu.

Szukała transportu na 18 lutego – idealnie! Może się zgramy i ruszymy razem 🥳W końcu 600 km w towarzystwie to nie byle co. Ktoś poprowadzi, ktoś poda kanapkę, a bagaże jakoś się zmieszczą w Biedronce 🤣 Po basenie szybki prysznic i – zgadnij – znowu jem 🫣😂 Tym razem obiad. A po obiedzie moje ukochane łóżko wodne 🥰 Jak ja to kocham! O 14:00 w końcu czas zdjąć szlafrok i “zacząć dzień”. Dziś mroziło konkretnie, więc spacer ograniczył się do strategicznej misji pt. wyprawa do paczkomatu 📦🤣I to w zupełności wystarczyło. Jutro też jest dzień! A na razie pora na kolację o 17 — bo przecież jak nie jem, to zaraz jem 😂 Niektórzy o tej porze mają dopiero obiad, a ja już czuję się jak po degustacji w all inclusive 😅Na dziś koniec atrakcji, pamiętniczku — idę odpocząć po tym pełnym emocji poniedziałku. Buziaki i do jutra 😘🥳.

Z pamiętnika młodej kuracjuszki Dzień 7

Drogi pamiętniczku, dziś mija już siódmy dzień mojej sanatoryjnej przygody! 🥳 To znaczy… jedna trzecia turnusu za mną! Czas tutaj płynie inaczej – pomiędzy zabiegami, posiłkami i plotkami z korytarza mija szybciej niż pociąg na trasie “z łóżka na stołówkę i z powrotem” ⏱️😂Rano zapowiadało się spokojnie, wręcz leniwie. Już myślałam, że to będzie zwykły, nudny dzień bez żadnych rewelacji… ale gdzie tam! Przecież w sanatorium nuda nie ma racji bytu 🤣Słońce zaglądało dziś przez wszystkie okna ☀️, a jego promienie rozlewały się po korytarzach jak w hollywoodzkim filmie. I właśnie w tym złotym świetle ujrzałam bohatera dnia – starszego pana, który usiadł sobie na krzesełku przed swoim pokojem i wpatrywał się w słońce jak w młodzieńczą miłość.

Z pokoju dobiegała romantyczna muzyka, więc zastanawiałam się, czy on się tak relaksuje… czy raczej poluje na przechodzące kuracjuszki 😂Minęłam go dwa razy – raz w drodze po coś do pokoju, drugi raz z powrotem – i miałam wrażenie, że ten pan to prawdziwy łowca słońca (i spojrzeń 🤣). Pomyślałam, że jeśli przy kolejnym przejściu dalej będzie siedział, to zagadam: “I jak tam, panie Kazimierzu, są dziś jakieś zdobycze?” 😏 Niestety, przy powrocie krzesełko było już puste. Może jutro znów wystawi się na patrol! 🤭Z zabiegów dziś klasyka gatunku: basen solankowy (czyli kąpiel w wersji mineral luxury 💦), tuba magnetyczna oraz łóżko wodne i obowiązkowe 10-minutowe “drzemanko dla zdrowotności”. A na deser – borowina. Oj, pani dziś nie żałowała błotka! 🤣

Powiem tylko tyle… że pewne szczegóły nadają się wyłącznie do rozmów po 22.00 🤭🤣Po obiedzie nastąpił błogi poobiedni relaksik – wiadomo, klasyk gatunku – a potem kawka w kawiareneczce ☕️🍰. Tam oczywiście obowiązkowy zestaw rozmów: sanatoryjne ploteczki, opowieści o chorobach i maratonach po lekarzach. No bo o czym tu plotkować, skoro na dworze –15°C, a seriali nikt nie ogląda? 😂 Zresztą, po co seriale, skoro sanatorium samo pisze lepszy scenariusz niż “Na Wspólnej”! I gdy już wydawało się, że nic się dziś więcej nie wydarzy, podczas kolacji zrobiło się gorąco – dosłownie i w przenośni 😳 Jeden z panów zemdlał! Na szczęście reakcja błyskawiczna: panie z sąsiednich stolików ruszyły z pomocą, podlewając biedaka wodą jak kropidłem 💦, a lekarz już po chwili pojawił się na miejscu. A

kcja ratunkowa godna telewizji publicznej. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło!Kolacja (dla porządku dodaję: wątróbka, dwa plastry sera, kawałek pomidora i cztery ziarenka kukurydzy 🌽) została dokończona, a emocje opadły.Teraz czekam już tylko na wieczorną wizytę pani pielęgniarki – naszej strażniczki ciszy nocnej i sanatoryjnego porządku 👩‍⚕️😂Niby spokojny dzień, a jednak znów coś się działo! Ciekawe, co przyniesie jutro – bo w tym miejscu nawet zwykły wtorek potrafi zaskoczyć 🫣💫.

ciąg dalszy nastąpi…

Diana (Technosenior)

Zobacz również:

Źródło zdjęć: Tech Lady Explorer (Technosenior).

Kontakt

Zapraszamy do kontaktu: redakcja(at)technosenior.pl

Odkryj więcej z TECHNOSenior

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej