Sanatorium kojarzy Ci się z nudą, krzyżówkami i „kuracjuszami 70+”? To zapnij pasy, bo ten turnus to bardziej serial z wątkiem komediowo-romantycznym niż spokojne wczasy pod kroplówką.
Już od pierwszego dnia czekają tu błotne burrito z borowiny, jacuzzi bez prosecco, wieczorki „zapoznawczo-poruchawcze”, sanatoryjne radio ploteczka i niekończące się spacery po Połczynie-Zdroju – oczywiście z telefonem w roli aparatu fotograficznego w każdej kieszeni. Zapraszam na drugą część „Z pamiętnika młodego kuracjusza”.
Z pamiętnika młodego kuracjusza Dzień 1-7
Z pamiętnika młodego kuracjusza cz.1/3 – przygoda w Sanatorium
Z pamiętnika młodego kuracjusza Dzień 8
Z pamiętnika młodej kuracjuszki – Dzień 8. Drogi pamiętniczku, te wszystkie maratony zabiegowe działają jak najlepszy środek na bezsenność! 💤 Od kilku dni mój rytm to twarde 21:30/22:00 – 7:15/7:30. Kto by pomyślał, że sanatorium zamieni mnie w mistrzynię wczesnego snu 😂. Dziś też wstałam koło 7:30 i leniwie skierowałam się na śniadanie. Klasyka gatunku: chleb, plaster pomidora, wędlina, zielsko (dziś w roli głównej kalarepa), masełko i biały ser. Codziennie małe urozmaicenie, więc nudy nie ma – każdy dzień to nowa kulinarna zagadka! 🤔😂. Po śniadanku – błogie 10 minut w wannie z bąbelkami 🫧 (szampana nadal brak 🙁), a potem okłady z borowiny.
Dziś dostałam prawdziwy hit – błoto podgrzane do perfekcji! Nawet ja dziś jęknęłam … ale tylko raz, a nie przez całe 10 minut jak ta pani zza ścianki sprzed kilku dni 😂. Po 20 minutach błotnego relaksu wróciłam do pokoju… odpocząć (bo po co od razu kolejny zabieg? 😉). Ale spokój trwał krótko – wezwanie na kontrolę do lekarki! Szybka rozmowa, weryfikacja planu i… bingo! Dokupiłam dodatkowe masaże. Teraz co drugi dzień będę miała ekstra 30 minut relaksu 😂. Jakby tu było mało odpoczynku! Przed obiadem jeszcze basen z grupowymi ćwiczeniami 💦, a po obiedzie — spacer po Parku Zdrojowym. I tak mija kolejny dzień w trybie “leniwo, ale efektywnie” 😌
Ploteczki? Oczywiście, że są! 😂 Ale nie wszystko nadaje się do druku – te lepsze zostają w korytarzowych szeptach 🤫O 17… zgadnij – znowu jem! 🫣 Kolacja to już święta pora. A po kolacji… o drogi pamiętniczku… kolejna potańcówka dla zdrowotności! 💃🕺Z kilkoma osobami z naszego stolika ruszyłyśmy na parkiet. Kule zostały pod ścianą, panie wywijały jak za czasów studniówek, a panowie zapomnieli o trzeszczących kolanach i plecach. Uważne oko mogło wyłapać też samotnych sanatoryjnych łowców i czekające gazele 😂 Szybko się poznali i do 21:45 tańczyli jak w reklamie leków na reumatyzm!Ale o 21:45 – tradycyjnie – cisza nocna! Wszyscy grzecznie do pokoi, bo strażniczka już czekała z latarką 👩⚕️🔦I tak minął kolejny dzień – bez wielkich dramatów, ale z solidną dawką śmiechu i ruchu. Oczka już same się zamykają, więc na dziś kończę. Słodkich snów. 💤🥳🤗 .
Z pamiętnika młodego kuracjusza Dzień 9
Z pamiętnika młodej kuracjuszki – Dzień 9. Drogi pamiętniczku, zbliżamy się powoli do półmetku turnusu! 🥳 Czas tutaj płynie zupełnie inaczej – rytm dnia wyznaczają zabiegi i trzy święte punkty programu: śniadanie, obiad i kolacja 🍽️.Po wczorajszej potańcówce zasnęłam jak niemowlak – bez marudzenia, bez przewracania się z boku na bok. Jedno mgnienie oka i już był poranek 😂Dziś wyjątkowo bez borowinowego błotka i wanny z bąbelkami (tęsknię za nimi 🫣), ale za to w pakiecie: moje ukochane łóżko wodne, ćwiczenia w wodzie solankowej, tuba magnetyczna i crème de la crème – masaż relaksacyjny w SPA 💆♀️
Niestety, na korytarzach jakby ciszej… kilka osób złapało grypę 🦠. Ja trzymam kciuki, żeby mnie ominęła szerokim łukiem! Dla pewności postanowiłam się “ubezpieczyć” po swojemu i końcówkę dnia spędziłam w basenie, jacuzzi i saunie. Lepiej wypocić zarazki, zanim się zorientują, że mają do mnie wstęp 😂Tym bardziej, że w niedzielę czeka mnie emerycka wycieczka do Berlina! 🇩🇪 Już nie mogę się doczekać – czuję, że będzie to prawdziwa gratka i idealna okazja na nową porcję zdjęć 📸 (i pewnie kolejnych plotek, bo przecież wszędzie towarzystwo nie odpuszcza 🤭).
A co tam w Radiu Sanatoryjnym? Oj, wieści nie zawodzą! Po dziewięciu dniach ludzie wciąż potrafią się spóźnić na zabiegi 🤣 Dzisiejszy hit – pan, który przyszedł godzinę później, twierdząc, że “te godziny to raczej sugestia, a nie obowiązek” 😂 I pani, która zatrzasnęła się w pokoju i nie mogła wyjść – klasyka turnusu 🫣
Na spacer niestety się nie wybrałam – na dworze roztopy, lód wypływa spod śniegu, a chodniki jak lodowisko ⛸️ Ale i tak nabiłam ponad 6 tysięcy kroków i dwie sesje w basenie – poranne ćwiczenia i wieczorne pływanie 💦Cel dzienny zrealizowany z nawiązką! 🥳A teraz pytanie retoryczne, drogi pamiętniczku – czy po takim dniu należy mi się gorąca czekolada na dobranoc? ☕ Oczywiście, że tak! 😂Dobranoc, dziś zasypiam z uśmiechem i lekkim zapachem chloru we włosach 😴💙
Z pamiętnika młodego kuracjusza Dzień 10
Z pamiętnika młodej kuracjuszki – Dzień 10. Drogi pamiętniczku, połowa turnusu za mną! 🥳 Czas leci tu jak szalony – między jednym masażem a drugim, między obiadem a kolacją, nawet nie wiem, kiedy dni uciekają. Po dziesięciu dniach naprawdę czuć, że ciało łapie energię, a głowa odpoczywa od codziennego zgiełku. Dziś jednak było konkretnie 💪. Masażystka postanowiła sprawdzić, gdzie kończy się moja wytrzymałość. Nie wiedziałam, że człowiek ma aż tyle miejsc, które mogą boleć 🫣. To było najdłuższe 30 minut w historii mojej kuracji – miało być “relaksacyjnie”, a wyszło “surwiwalowo” 🤣. Ale kiedy już skończyła… ooo tak! Poczułam się jak nowo narodzona bogini 🥰✨.
Jeszcze cztery takie i wyjdę stąd jak Lara Croft po termoterapii 😂. Poza tym klasyka dnia: błotko (chociaż dziś jakoś skromniej sypnęli borowiną), hydromasaż, łóżko wodne i obowiązkowe akrobacje basenowe 💦. A wieczorem – bonusowa godzinka w basenie, saunie i jacuzzi 🥳. Tak to można żyć! Zwłaszcza, że coraz więcej osób pada ofiarą panoszącej się po ośrodku grypy 🦠. Trzymaj kciuki, żeby mnie ominęła – już się mentalnie inhaluję 😂. Ale dziś, pamiętniczku, nie tylko o zabiegach. Bo sanatoryjny korytarz to nie tylko ploteczki i śmiechy.
Czasem spotyka się ludzi, którzy przypominają, co w życiu naprawdę ważne. Dziś, czekając na swoją kolej do borowiny, zaczepiła mnie starsza pani – ponad 90 lat, elegancja od stóp do głów, uśmiech promienny jak słońce ☀️. Opowiedziała mi kawałek swojego życia – o spotkaniu z drugim mężem, o dzieciach, o tym, jak dużo miłości i radości udało jej się w życiu znaleźć. Słuchałam jak zaczarowana. W jej oczach było widać spokój, wdzięczność i tę mądrą radość, która nie potrzebuje fajerwerków. Powiedziała na końcu, że bardzo tęskni za morzem, nad którym spędziła większość życia, ale cieszy się, że dzieci ją zabrały bliżej siebie. “Z morzem rozmowy można prowadzić tylko w sercu” – to zdanie aż we mnie zostało.
Kiedy życzyła mi “dużo radości i szczęścia”, odruchowo pomyślałam, że chciałabym w jej wieku mieć tyle pogody ducha i siły. 💛Więc dziś mniej plotek, a więcej refleksji. Bo w sanatorium nie tylko ciało się leczy – czasem leczy się też dusza.Bo życie, pamiętniczku, nie zawsze prowadzi nas tam, gdzie chcemy… ale zawsze tam, gdzie mamy zrozumieć coś ważnego. Z tą myślą przytulam się dziś do poduszki. Słodkich snów 🌙🤗
Z pamiętnika młodego kuracjusza Dzień 11
Z pamiętnika młodej kuracjuszki – Dzień 11. Drogi pamiętniczku, dziś działo się sporo… choć niestety nie wszystko po mojej myśli 😅Rano tradycyjnie śniadanie o 8:00 – punktualnie, jak zawsze. Potem ruszyłam w maraton zabiegowy: dziś na liście tylko basen (i tu już czułam, że to nie był najlepszy pomysł – coś od wczoraj czuję się słabiej 🫣), tuba magnetyczna i po obiedzie moje ukochane łóżko wodne. Bez borowiny i bąbelków, taka sanatoryjna odmiana 🤭.
Niestety, dzień nie obył się bez nerwów. Kiedy przyszłam na łóżko wodne – 15 minut przed czasem! – obsługa jakby zapadła się pod ziemię 😑. Czekałam… i czekałam… Aż w końcu zaczęłam chodzić od drzwi do drzwi jak sanatoryjny detektyw w szlafroku. Jeden masażysta stwierdził, że “on tego nie obsługuje”, co później okazało się nie do końca prawdą. Inny zasugerował, że to moja wina, bo pewnie przyszłam spóźniona! (a przypominam – byłam 15 minut wcześniej! 🫣). W końcu po pół godziny pojawił się ktoś kompetentny i włączył mi łóżko – na 15 minut zamiast 10, więc chociaż tyle dobrego 🥳 Ale wkurzenie pozostało. Bo jak ktoś spóźni się na zabieg, od razu go odsyłają, a kiedy obsługa się nie pojawia – to i tak pacjent jest winny 🤣 Wrrrr…
No nic, pamiętniczku – nie ma co się złościć. Trzeba szukać plusów: ostatecznie relaks trwał dłużej niż zwykle 😌. Udało mi się jeszcze rzutem na taśmę zdążyć na spacer z koleżanką ze stołówki. Ruszyłyśmy nad zalew – tym razem od drugiej strony. Śnieg już prawie zniknął, ale za to chodniki zamieniły się w lodowisko ⛸️. Dobrze, że po tych lokalnych drogach prawie nikt nie jeździ, więc można było iść środkiem – jak prawdziwe królowe uzdrowiska 😂. Spacer był cudowny – ponad godzina świeżego powietrza i widoków jak z pocztówki 🥰.
Niestety, po powrocie zaczęłam czuć, że jednak coś mnie rozkłada… 🥹 Grypowe zarazki dopadły i mnie. Musiałam więc odwołać jutrzejszą wycieczkę do Berlina i planuję leniwe niedzielne leżakowanie z lekami i herbatą pod kocem ☕🛌. Mam nadzieję, że to tylko lekkie przeziębienie, a nie pełna wersja grypy. Tak to już jest w uzdrowisku – leczenie leczy, ale wirusy czają się w korytarzach 😂. Dlatego dziś plan prosty: ciepły prysznic, sauna, garść leków i do łóżeczka się wygrzać. Trzymajcie kciuki, żebym do poniedziałku wróciła do formy i mogła znów rzucić się w wir zabiegowego życia 🥳. Miało być trochę inaczej, ale wyszło… jak to w sanatorium – z przygodami! 😅. Buziaki i dużo witaminy C 😘🍋
Z pamiętnika młodego kuracjusza Dzień 12
Z pamiętnika młodej kuracjuszki – Dzień 12. Drogi pamiętniczku, dziś niedziela – dzień bez zabiegów i bez pośpiechu, czyli teoretycznie czas relaksu 🌿.W planach była emerycka wycieczka do Berlina, ale jak to w życiu bywa – sanatoryjna grypa miała inne zamiary 🫣. Po wczorajszym pogorszeniu zdrowia stwierdziłam, że lepiej zostać w pokoju, uzbroić się w całą armię leków i przespać pół dnia. I to był strzał w dziesiątkę! 💪. Po kilku godzinach wylegiwania się i termicznego leczenia pod kocem zaczęłam czuć się lepiej. Na tyle, że po południu odważyłam się na małą wyprawę “dla zdrowotności” – najpierw sauna, a potem… obowiązkowe ploteczki przy ciachu w kawiarni ☕🍰.
I tu, oczywiście, nie obyło się bez przygód! Koleżanka zostawiła mi swoją wizytówkę z dwoma numerami telefonu. No to – nie zastanawiając się długo – napisałam zaproszenie: “chodź na kawkę, czekam w kawiarni!” ☕😁 Tylko że… trafiłam nie w ten numer 🤣. Zamiast do niej, wiadomość poleciała do jej partnera! 😂 Na szczęście zachował zimną krew, przekazał zaproszenie dalej i po chwili siedziałyśmy już razem przy stoliku, zajadając się pysznym ciachem i śmiejąc z całej sytuacji.
Niestety przez chorobowy weekend nie udało mi się zamknąć pełnego tygodnia krokowo-ćwiczeniowego 🏃♀️, ale i tak średnia tygodniowa wyszła powyżej planu, więc można sobie darować ten jednen leniwy dzień. Czasem właśnie taki spokojny, “nudny” dzień jest najlepszym lekarstwem 🥳Mam jeszcze półtora tygodnia na kolejne sanatoryjne przygody – i coś czuję, że nuda mnie tu już nie dopadnie! 🤭A teraz – gorąca herbata, kocyk i regeneracja w trybie “wellness domowy”. Słodkich snów, mój pamiętniczku 🌛🥰😘
Z pamiętnika młodego kuracjusza Dzień 13
Z pamiętnika młodej kuracjuszki – Dzień 13. Drogi pamiętniczku, coś czuję, że powoli się uzależniam od borowinowych okładów 😂 Zamiast kawy – błotko, zamiast lodów – błotko, zamiast terapii rozmową – znowu błotko 🤣. Rano, lekko jeszcze osłabiona po chorobie, ruszyłam spokojnie w nowy dzień. Po śniadaniu (czyli tradycyjnym miksie: chleb, pomidor i coś zielonego 🥬) zrobiłam sobie błogie 10 minut drzemki na łóżku wodnym – wellness w wersji „sanatoryjnej leniwej niedzieli” 😴. Potem udałam się do centrum dowodzenia zabiegami i postanowiłam wprowadzić małe korekty – zrezygnowałam z basenu i hydromasażu (za dużo wody na świeżo po przeziębieniu 💦), a w zamian… dorzuciłam sobie dodatkowy zabieg borowinowy! 🥳
Po obiedzie pobiegłam więc cała szczęśliwa na spotkanie z moim ulubionym błotkiem. Byłam ostatnią pacjentką dnia, więc pan fizjoterapeuta nie żałował – sypnął błotem jak z katapulty 😂. I do tego takie gorące! Nie wiem, czy to przez resztki choroby, temperaturę borowiny, czy może moje rozgrzane emocje, ale było to najbardziej intensywne dwadzieścia minut turnusu 🤭. Mam nadzieję, że razem z tym błotkiem wypociła się i cała infekcja!
Radio Sanatoryjne też dziś nie zawiodło 📻. Ponoć kilka osób trafiło do szpitala z powodu grypy, więc klimat bardziej “medical thriller” niż “romantyczne uzdrowisko” 🤧.
Widać też, że niektórzy współlokatorzy już przeszli granicę cierpliwości – radio z Torunia gra całodobowo, filmiki z FB mają własne głośniki, a telefony są prowadzone na decybelach koncertowych 😂. A mnie spotkała dziś komiczna sytuacja: zadzwonił do mojego pokoju jakiś pan i pyta: “Czy jest tam mój brat?” 😳 Odparłam spokojnie: “Chyba nie, chyba że wlazł pod łóżko i dobrze się maskuje” 🤣 Zrobiliśmy oboje „przegląd sytuacji” i zakończyliśmy rozmowę śmiechem. No cóż, dzień bez sanatoryjnej przygody to dzień stracony 😂. A teraz ciekawostka dnia: po 1,5 tygodnia odkryłam, że… wcale nie muszę chodzić do głównego budynku, żeby pójść do sauny 🫣.
Okazało się, że w moim są aż trzy sauny i jacuzzi! 🥳 I wszystko kameralne – tylko około dziesięciu osób. No po prostu luksus! Brakuje tylko drinka z palemką i muzyki z Malediwów 🍹😎. Do kompletu miałam dziś jeszcze masaż – błogość w czystej postaci 🫶. I tak sobie myślę, że naprawdę ciężko będzie stąd wyjechać. Choć powiem Ci po cichu, pamiętniczku… chyba już trochę tęsknię za Warszawą ❤️. Fajnie tak odpocząć, ale… wiesz, człowiek nawet za tym codziennym chaosem trochę się stęskni 😅. Na dziś koniec sanatoryjnych atrakcji – błoto zaliczone, ciało zregenerowane, a dusza uśmiechnięta 🥰. Słodkich snów 🌛🥰😘.
Z pamiętnika młodego kuracjusza Dzień 14
Z pamiętnika młodej kuracjuszki – Dzień 14. Drogi pamiętniczku, wracam do żywych! 🥳 Wreszcie mogę napisać, że czuję się coraz lepiej – energia wróciła, apetyt dopisuje (aż za bardzo 😅), a bakterie i wirusy powoli się poddają. Dziś jeszcze bez basenu, ale już ostrzę płetwy 🤣 na jutrzejsze solankowe akrobacje 💦. Czas powrócić na wodne salony!A jak wyglądał dzień? Klasycznie: śniadanie o 8:00 (czyli mój ulubiony poranny zestaw: pieczywko, coś zielonego i ciepła herbatka ☕), a potem seria zabiegów. I zgadnij co? Tak – znowu błotko! 🤣🥳Do tego oczywiście łóżko wodne, a zamiast basenu trafiły się prądy z borowinowymi okładami. Taki upgrade w stylu “zróbmy z człowieka termofor z duszą” 😂Dzień mijał sennie, lecz bez nudy.
Do obiadu byłam już w trybie “pełna rehabilitacja i gotowość bojowa”. A, i dobra wiadomość – wróciła do nas koleżanka ze stolika! 🥳 Po kilku dniach izolacji grypowej znów jesteśmy w komplecie i znowu przy stole słychać śmiechy, a nie tylko chrząkanie 😂. Po południu ruszyłyśmy z moją towarzyszką (i z mężem naszej ozdrowiałej koleżanki jako eskortą 😎) na spacer… do apteki 🤣. Bo gdzieżby indziej miały iść kuracjuszki w krainie przeziębień?Spacer trwał ponad godzinę, a ponieważ droga wiedzie obok połczyńskiego browaru – no cóż, nie mogłyśmy odmówić sobie “babskiego wieczoru w wersji 0%” 🍺😂 . Jedno piwko, bez procentów, ale z dużą ilością śmiechu – sanatoryjny klimat w pełnej krasie!
Po powrocie szybka kolacja (bo przecież bez niej dzień byłby niekompletny 🤭), a potem hop do jacuzzi i sauny. Wreszcie poczułam się jak nowa – wypocona, zrelaksowana i wygrzana do granic przyzwoitości 🥳. A wieczorem – odwiedziny! Wpadła koleżanka na mały babski wieczorek. Wypiłyśmy zakupione wcześniej piwko (tak, to TE z browaru 😂), a rozmowy płynęły jak ciepła herbatka w zimowy wieczór.
Ploteczki, wspomnienia, dużo śmiechu i trochę nostalgii — takie chwile robią dobrze na duszę ❤️. Miły wieczór przerwał tylko telefon od naszej czujnej strażniczki – pielęgniarki 👩⚕️ “Czy wszystko w porządku?” – zapytała. Oczywiście odpowiedź brzmiała: “tak, proszę pani, wszystko idealnie!” 😇Potem szybkie “dobranoc”, ostatni łyk wody, miękkie zanurzenie w pościel i można było zamknąć oczy. Dzień spokojny, regeneracyjny i pełen małych radości — dokładnie taki, jakiego potrzebowałam 🌿. Czas więc i na sen… Słodkich snów, pamiętniczku 🌛✨😘
ciąg dalszy nastąpi…
Diana (Technosenior)
Zobacz również:
- Test Huawei Watch Ultimate 2 – zegarek, który nie zna granic. Dosłownie
- Vivo X300 Pro – czy to najlepszy fotosmartfon 2025 roku? – Test i opinia
- Test Huawei Mate X7 – najdojrzalszy składany smartfon na rynku? Sprawdzamy flagowca bez taryfy ulgowej
- Test Motorola signature – gdy flagowiec staje się stylem życia
- Test Huawei nova 14 Pro – styl, który fotografuje lepiej niż flagowiec?
Źródło zdjęć: Tech Lady Explorer (Technosenior).








































