Google „psuje” swoje usługi pod unijne dyktando. KE już w marcu może nałożyć na spółkę pierwsze kary

Wielka kapitulacja Doliny Krzemowej. Google „psuje” swoje usługi pod dyktando unijnych urzędników

Według źródeł cytowanych przez The Capitol Forum, Komisja Europejska przygotowuje się do nałożenia grzywny w ramach toczącego się postępowania antymonopolowego przeciwko Alphabet. Jej wysokość może zostać ogłoszona jeszcze w tym miesiącu. Spółce grozi utrata nawet 10 proc. globalnych przychodów, co przy obecnych wynikach finansowych oznacza rekordowe 35 mld dol. W nadziei na złagodzenie kary gigant technologiczny testuje zmiany w europejskiej wersji swojej flagowej wyszukiwarki. Mają one m.in. ograniczyć preferencyjne traktowanie własnych usług i wyraźniej eksponować wyniki oraz oferty konkurencyjnych serwisów.

Wiosna 2026 roku może przynieść kolejną odsłonę największego w historii starcia między europejskim regulatorem a potęgami technologicznymi z Doliny Krzemowej. Akt o rynkach cyfrowych (DMA), który wszedł w życie z intencją ukrócenia praktyk monopolistycznych, stał się narzędziem bezprecedensowej ingerencji w strukturę najpopularniejszych usług cyfrowych, z których codziennie korzystają miliony Europejczyków. Największą cenę za dostosowanie się do nowych reguł może zapłacić gigant z Mountain View. Koncern stoi przed ryzykiem otrzymania kary finansowej, która zgodnie z literą DMA może wynieść do 10 proc. globalnego rocznego obrotu. Przy przychodach Alphabetu sięgających 350 mld dol., wysokość grzywny może wynieść astronomiczne 35 mld dol.

Dziewiątego marca spółka złożyła w Brukseli zaktualizowane, obszerne sprawozdanie z dostosowania swojej działalności do rygorystycznych wymogów aktu o rynkach cyfrowych. Dokument ma charakter rocznego raportu i stanowi szczegółowy zapis zmian wprowadzonych w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy w celu spełnienia nowych regulacji. Komisja Europejska zapowiedziała już wnikliwą wiwisekcję tych deklaracji, uwzględniając zarówno krytyczne głosy rynkowych konkurentów, jak i opinie niezależnych ekspertów.

Demontaż pod przymusem

W obawie przed olbrzymimi karami, Google rozpoczęła w Europie proces, który można określić mianem demontażu dotychczasowej wersji wyszukiwarki. Z generowanych przez nią wyników znikają dotychczas faworyzowane przez algorytm autorskie moduły, takie jak Google Travel czy Google Hotels. Zamiast nich priorytetowe miejsca w wynikach zajmują konkurencyjne serwisy wyspecjalizowane, tzw. Vertical Search Services (VSS).

Zmiany te, choć pożądane przez urzędników w Brukseli, budzą opór samej korporacji. Szef działu konkurencji w Google, Oliver Bethell, przekonuje, że narzucone zmiany w sposobie prezentowania wyników wyszukiwania wydłużą czas potrzebny do znalezienia rzetelnych informacji. Zmiany mogą również doprowadzić do wzrostu cen hoteli, biletów lotniczych oraz innych popularnych usług.

Marcin Stypuła, założyciel i prezes agencji Semcore, ekspert w branży SEO i technologiach wyszukiwania, wskazuje, że ingerencja unijnego regulatora w kształt usług cyfrowych może zmienić układ sił na europejskim rynku e-commerce.

– Mamy do czynienia z wymuszonym regresem funkcjonalności. Google przez lata dążyła do tego, by użytkownik otrzymał odpowiedź natychmiast, bez opuszczania wyszukiwarki. Teraz algorytm musi przekierować ruch na zewnętrzne agregaty. Z powodu wymogów prawnych doświadczenie użytkownika schodzi na dalszy plan. Dla wielu lokalnych przedsiębiorców, którzy opierali swoją widoczność na mapach Google, nadchodzące zmiany mogą oznaczać drastyczną redukcję ruchu – pierwsze próby pokazały spadki w rezerwacjach sięgające nawet 30 proc. Z kolei firmy, które stawiają na optymalizację stron internetowych, mogą okazać się największymi beneficjentami tej rewolucji – ocenia Stypuła.

Otwartość po europejsku

Komisja Europejska nie ogranicza się do reform w zakresie wyszukiwania treści – DMA uderza w fundamenty “zamkniętych ekosystemów” technologicznych, takich jak Apple i Meta. Producent iPhone’ów został zmuszony do dopuszczenia na iOS alternatywnych sklepów z aplikacjami oraz otwarcia chipów NFC dla zewnętrznych systemów płatności. Z kolei Meta musi zapewnić interoperacyjność komunikatora WhatsApp, co w praktyce oznacza konieczność odbierania wiadomości z innych, zewnętrznych aplikacji. Bruksela nie waha się przy tym używać twardych argumentów finansowych – Apple i Meta otrzymały już wielomilionowe kary, które mają służyć jako ostrzeżenie przed opieszałością we wdrażaniu zmian.

Skala unijnej ofensywy wywołuje coraz ostrzejszą reakcję w Waszyngtonie. Amerykańska administracja postrzega DMA jako akt dyskryminacji wymierzony bezpośrednio w ich najsilniejsze korporacje technologiczne. W kręgach dyplomatycznych pojawiają się głosy o “ekstorsji ekonomicznej” i groźby odwetu handlowego. Spór o kod źródłowy i sposób wyświetlania wyników wyszukiwania w Europie powoli przeradza się w pełnoskalowy konflikt geopolityczny. USA argumentują, że regulacje uderzają w innowacyjność i są formą cenzury, co może doprowadzić do trwałego pęknięcia w transatlantyckiej współpracy technologicznej.

Na liście „strażników dostępu” (gatekeepers) – podmiotów objętych restrykcjami ze względu na dominującą rynkową pozycję – znalazły się takie firmy jak Alphabet, Amazon, Apple, ByteDance, Meta i Microsoft. Co ciekawe, niektóre platformy takie jak X (dawniej Twitter) Elona Muska, zdołały uniknąć tego statusu po tym, jak dochodzenie wykazało, że nie stanowią one bramy dla użytkowników biznesowych w dotarciu do klientów końcowych. Z kolei chiński ByteDance, właściciel TikToka, mimo prób odwołania się do sądu, musi dostosować się do wymogów DMA.

Europa niczym Chiny?

Konsekwencją unijnej ofensywy regulacyjnej jest postępująca fragmentacja globalnej sieci, która w paradoksalny sposób zbliża Europę do modelu chińskiego – przynajmniej w zakresie regionalnych wersji cyfrowych rozwiązań, działających w coraz mocniej regulowanej sieci. Użytkownicy na Starym Kontynencie zmuszeni są do korzystania z innych wersji systemów operacyjnych, wyszukiwarek czy przeglądarek internetowych niż reszta świata. Na tym kończą się analogie z Pekinem. O ile bowiem chińska separacja służy przede wszystkim państwowej kontroli, o tyle europejskie regulacje – przynajmniej w teorii – oferują użytkownikom rzadki w cyfrowym świecie przywilej realnego wyboru i większej transparentności. W systemie Windows możliwe staje się zainstalowanie przeglądarki Edge czy wyszukiwarki Bing, a iOS w Europie staje się systemem otwartym na obce oprogramowanie.

Unijne prawo ma zwiększyć konkurencyjność, a jeśli cel ten zostanie osiągnięty, skorzystają na tym mniejsi, lokalni gracze. Na to wszyscy liczymy. Rodzi się jednak pytanie o przyszłość inwestycji technologicznych w regionie – giganci z Doliny Krzemowej mogą zacząć postrzegać rynek unijny jako obszar podwyższonego ryzyka, co mogłoby opóźnić wdrażanie najnowszych usług, w tym tych opartych na sztucznej inteligencji. Europa stoi więc przed dylematem: czy ochrona rynku przed monopolami jest warta ryzyka technologicznej izolacji – zauważa Marcin Stypuła z Semcore i dodaje, że problem ten zdaje się nie istnieć w świadomości unijnych urzędników. – W Brukseli panuje raczej przekonanie, że reszta świata w końcu pójdzie po rozum do głowy i wprowadzi podobne regulacje.

Z tego snu europejskich ustawodawców próbują wybudzić analitycy think‑tanku ECIPE, którzy krytycznie oceniają obecny kształt Digital Markets Act. W swoim raporcie wskazują, że dyrektywa, choć stworzona w dobrej wierze, niesie ze sobą poważne ryzyko. Prewencyjne wymogi zmuszają firmy do skupiania się na spełnianiu formalnych obowiązków zamiast na innowacjach, co spowalnia wprowadzanie nowych produktów i funkcji. DMA ma również zwiększać niepewność prawną, utrudniać planowanie strategiczne i podnosić koszty zgodności, co może odstraszać inwestorów i ograniczać rozwój rynków cyfrowych, zwłaszcza w krajach spoza UE, które próbują naśladować europejski model regulacji. W praktyce oznacza to, że zamiast stymulować innowacje i konkurencję, regulacje mogą działać jako hamulec dla całego sektora technologicznego.

Europejskie firmy zadowolone z przepisów

Z kolei stowarzyszenie europejskich firm technologicznych EUTA przestrzega przed pokusą zbyt wczesnego majstrowania przy świeżo upieczonych przepisach. Dla organizacji skupiającej ponad 30 czołowych przedsiębiorstw technologicznych ze Starego Kontynentu, kluczowe jest nie tyle doprecyzowanie litery prawa, co jej bezwzględna i surowa egzekucja. EUTA stoi na stanowisku, że otwieranie na nowo debaty nad treścią Aktu o rynkach cyfrowych byłoby dziś przedwczesnym i szkodliwym błędem, który mógłby jedynie rozwodnić wypracowany z takim trudem kompromis, zanim jego skuteczność zostanie sprawdzona w boju.

Zamiast legislacyjnej rewizji, europejski biznes domaga się od Komisji Europejskiej roli nieustępliwego arbitra, który zamiast pisać nowe podręczniki, zacznie wreszcie skutecznie używać gwizdka. W tej wizji DMA ma być nie tyle teoretycznym zbiorem życzeń, co sprawnie działającą gilotyną na nieuczciwe praktyki, pozwalającą lokalnym innowatorom rywalizować z gigantami na autentycznie wyrównanym boisku, bez obaw, że proces wdrażania zmian utknie w biurokratycznej próżni na kolejne lata.

Obserwuj nas na Google News

Zobacz również:

Źródło: Informacja prasowa: Semcore
Źródło zdjęć: Semcore

Kontakt

Zapraszamy do kontaktu: redakcja(at)technosenior.pl

Odkryj więcej z TECHNOSenior

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej