Reklamy

Recenzja Skullcandy Indy – słuchawki truly wireless

Budowa i użytkowanie

Po otwarciu pudełka naszym oczom ukaże się elegancki futerał wykonany z tworzywa sztucznego o niewielkim rozmiarze i kolorze dopasowanym do słuchawek. W tym przypadku jest to jasny zielony. Futerał ten nie tylko służy do przechowywania słuchawek, ale kryje sobie znacznie więcej, a mianowicie akumulator, który je również naładuje, gdy tylko włożymy je do środka.

Sam akumulator oczywiście można naładować, podłączając go przy użyciu dołączonego kabla micro USB do portu USB np. naszego laptopa. Przyznam, że takie rozwiązanie jest bardzo praktyczne. Raz, że mamy pewność, że kiedy je odłożymy, to ich nie zgubimy, a dwa, że możemy je doładować co znacznie przedłuży ich działanie. Szkoda tylko, że futerał nie obsługuje popularnego już wyjścia USB-C.

Skullcandy Indy

Warto tutaj od razu zwrócić uwagę na kilka elementów, które powinny posiadać dobre słuchawki douszne.

Ważną kwestią jest konstrukcja, która idealnie dopasuje się do naszych uszu, tak aby słuchawki nie wypadały w najmniej oczekiwanym momencie. Szczególnie podczas spacerów czy aktywności fizycznych. Skullcandy INDY posiadają bardzo wygodny kształt i są niewielkich rozmiarów i co najważniejsze nie mają żadnych kabli. Swoim wyglądem przypominają bardzo Apple AiPods. Czyli nie są do końca małymi pchełkami jak np. Mi True Wireless Earbuds czy Creative Outlier Air, ale posiadają wystające „łodyżki”, które mają dodatkowo stabilizować je w uszach. Co więcej na lewej słuchawce dodatkowo znajdziemy mikrofon. Ich waga to zaledwie 10,5 g. Do tego mamy do wyboru aż 3 rozmiary żelowych nakładek, które pozwolą na dopasowanie do większości uszu. W moim przypadku użyłam te założone fabrycznie i idealnie się wpasowały w moje uszy. Z racji, że nie jestem przyzwyczajona do takiego typu słuchawek, to na początku miałam obawy czy nie wypadną, ale to tylko pozorna obawa. Po kilku dniach użytkowania wyzbyłam się jej kompletnie. Jedyne co mi się przydarzyło, to lekkie rozszczelnienie, co sprawiło, że musiałam je ponownie poprawić. Nigdy mi nie wypadły z ucha, ale jakby lekko się obluzowały.

Skullcandy Indy

 

 Bardzo ważne w takim modelu jest to, aby słuchawki można było połączyć szybko i bezproblemowo z dowolnym smartfonem za pośrednictwem technologii Bluetooth. Skullcandy INDY połączyły się z telefonem niemalże błyskawicznie. Niestety był to drugi komplet, który do mnie trafił. Pierwszy zestaw niestety nie działał do końca poprawnie. Jedna słuchawka jakby się nie ładowała. Wyłączała się tuż po sparowaniu i przez to dźwięk wydobywał się tylko z jednej słuchawki. Gdy tak się dzieje, to nie zostaje nic innego jak zgłosić się do producenta po nowy zestaw. W przypadku drugiego kompletu już nie miałam żadnych problemów. W przypadku tego zestawu używałam je z telefonami takich producentów jak Samsung, Motorola, Xiaomi, Oppo czy Huawei. Każde połączenie odbywało się błyskawicznie i bez problemowo. Dokładnie tak jak się tego spodziewamy.

 

Producent deklaruje, że słuchawki powinny bez problemu wystarczyć na 16h. Nie jest to imponujący wynik, a nawet powiedziałabym, że raczej średni. Niektóre konkurencyjne modele gwarantują nawet do 30 h ciągłego odtwarzania np. Creative Outlier Air. Nie mniej raczej nie słuchamy muzyki ciągle przez 16h. Ja najczęściej korzystałam z nich przez czas drogi do pracy czy podczas spaceru – czyli około 0,5h – 2h na jednym doładowaniu. Takim sposobem akumulator, w którym umieszczone są słuchawki musiałam podłączyć do zasilania po kilku dniach i potwierdziło to równolegle czasy podawane przez producenta.

Co więcej nie był im również straszny deszcz czy zachlapanie – konstrukcja IP55 gwarantuje odporność na pot, kurz i wodę.  

Skullcandy Indy

A jak steruje się takimi słuchawkami? Również całkiem wygodnie. Producent użył tutaj pojemnościowych, dotykowych przycisków, które pozwalają na zmienianie utworów muzycznych, dostosowywanie głośności, parowanie z urzadzeniami i zarządzanie rozmowami. By kontrolować słuchawki wystarczy dotknąć logo Skullcandy na obudowie. Nie musimy używać tutaj zbyt dużej siły. Dotknięcie wystarczy. Za to duży plus, gdyż nie wciskamy sobie słuchawek do uszu, a bez problemu możemy wykonać podstawowe komendy.  Co więcej słuchawki nie posiadają możliwości wyłączenia – nie mają przycisku OFF. Wyłączenie słuchawek odbywa się w momencie umieszczenia i zamknięcia ich w pudełeczku.

Skullcandy INDY zostały wyposażone w membrany o średnicy 6 mm. Pozostałe parametry to:

  • Pasmo przenoszenia min.: 20 Hz
  • Pasmo przenoszenia max.: 20000 Hz
  • Dynamika: 95 dB
  • Impedancja: 16 Ω

Jak na tak małe słuchawki, to przyznam się, że jest nieźle. Dźwięk jest dobrze zbilansowany z bardzo przyjemnym basem. Tony wysokie są wyraźne, a niskie ciepłe i niemalże bez żadnych szumów. Krótko mówiąc dźwięk jest czysty, ale ma się wrażenie jakby pochodził ze środka głowy, a nie z zewnątrz. Nie spodziewajmy się zatem tutaj studyjnego brzmienia. Ponad to bardzo ważne jest, aby idealnie dopasować rozmiar gumek w słuchawkach do naszych uszu, gdyż przy złym dopasowaniu muzyka traci na jakości.  Może nie jest to idealny zestaw dla audiofilów, ale przy codziennym użytkowaniu powinny całkowicie wystarczyć. Również co do głośności słuchawek nie mam większych uwag – bezprzewodowe zestawy zawsze brzmią nieco ciszej niż nauszne i również tutaj jest podobnie. Ale jak wiadomo głośniej nie zawsze znaczy lepiej.

Podczas rozmowy zestaw sprawuje się bardzo dobrze. Mój rozmówca słyszał mnie wyraźnie i bez zakłóceń. Podobnie ja jego. Problemem mogą okazać się tylko bardziej głośne miejsca. Tutaj czasami pojawiały się niewielkie szumy i trzeba słuchawki podkręcić niemalże na maksa, żeby dobrze usłyszeć rozmówcę. Podobnie zresztą z muzyką.

Reklamy

Pages: 1 2 3


Categories: Bez kategorii, Artykuły, Gadżety, Gadżety i Inne, Polecane, Testy

Tags: , ,

2 replies

  1. hej ..
    A właśnie ze się wyłączają nie tylko poprzez włożenie ich do etui , ale też poprzez przytrzymanie loga przez 6 sekund aby ponownie włączyć 4 sekundy

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: