Budowa i użytkowanie
Znajomość języków jest bardzo ważna i warto porozumiewać się przynajmniej w jednym dodatkowo poza swoim ojczystym. Czasami jednak może i to nie wystarczyć. Szczególnie, gdy wyruszymy w podróż w dalsze zakątki świata. W takim przypadku mogą nam przyjść z pomocą różnego rodzaju translatory czy tłumacze. Szczególnie jeden przyjdzie każdemu z nas od razu do głowy. A jak poszperamy głębiej to będzie tego nieco więcej. Zatem czy oddzielne urządzenie ma sens?
Wszystko zależy od tego gdzie i ile podróżujemy. Wyobraźmy sobie, że jedziemy gdzieś do Chin czy Korei. I tutaj zaczną się schody… nasz tłumacz w smartfonie zostanie odcięty od mobilnego Internetu (ceny mogą być zbyt wysokie), a testowane urządzenie będzie nadal działać, gdyż ma w sobie kartę SIM, która bez dodatkowych kosztów połączy się za darmo i pobierze tłumaczenie. I od razu też uspokoję – nie zadzwonimy z niej. Próba przełożenia karty do smartfonu skończy się fiaskiem.
Test Gigaset GL7 – klapka feature phone 4G z KaiOS
Kolejną zaletą jest oddzielna bateria (spokojnie wytrzyma nam cały dzień, a przy sporadycznym użytkowaniu nawet i z 2-3 dni) – nie będziemy zużywać tej ze smartfonu. Największą zaletą ma być jednak, to że urządzenie korzysta z 10 silników tłumaczeniowych, a algorytm stworzony przez zespół rozwoju Vasco Electronics łączy je w najlepsze pary językowe.
Posługując się np. francuskim w Kanadzie czy hiszpańskim w Ameryce Południowej albo angielskim w Stanach Zjednoczonych użytkownicy mają mieć zapewnione możliwie najlepsze tłumaczenie z uwzględnieniem miejscowej wymowy. Tutaj pozostaje mi uwierzyć na słowo, bo aktualnie nigdzie nie miałam okazji wyjechać poza granicę, aby sprawdzić urządzenie w boju.
Samo urządzenie jest niewielkie i bardzo lekkie. Jego wymiary to: 55mm x 10 mm x 149 mm, a waga ok. 134 g. Tył został wykonany z lekkiego tworzywa sztucznego w kilku kolorach do wyboru: czarny, szary, niebieski, czerwony i biały. Na pleckach umieszczono też kamerę i diodę doświetlającą. Aparat jest raczej przeciętny, ale do wykonania zdjęcia tekstu, który chcemy przetłumaczyć jak najbardziej wystarczy.

Na obudowie znajdziemy również przyciski głośności, szufladkę na kartę SIM i dodatkową kartę pamięci micro SD, włącznik/wyłącznik, fizyczne przyciski funkcyjne (np. uruchomienie nagrywania mowy zamiast kilkania po ekranie) oraz mikrofony, głośnik i wyjście USB C do podłączenia ładowarki (kabel i ładowarka jest w zestawie). Miło, ze producent pomyślał również o miejscu do przyczepienia smyczki czy uchwytu na rękę. Taki krótki uchwyt znajdziemy również w opakowaniu.
Jeśli chodzi o same przyciski, to dobrze reagują na kliknięcia i są wyczuwalne. Co więcej przycisk, który uruchamia nagrywanie naszego głosu jest w innym kolorze i nie jest gładki (ma wyżłobione linie), przez co znacznie łatwiej jest na niego trafić nawet po omacku. Tak samo włącznik/wyłącznik jest minimalnie mniejszy od przycisków funkcyjnych. Poza tym wszystko jest dobrze spasowane, a obudowa jest odporna na zachlapania, pył czy wstrząsy. Nie znalazłam nigdzie, jakiej klasy są to odporności.
Vasco Translator V4 otrzymał spory ekran 5” o rozdzielczości 576×1440. Jest on czytelny i dobrze reaguje na dotyk. Nie ma się co tutaj nad nim zbytnio rozwodzić. Ekran służy głównie do wyświetlania tekstu, kolorowych ikon czy zrobionych zdjęć z tekstem. I tutaj sprawdza się jak najbardziej OK.


