Nowa mobilność w Europie realnie przyspiesza – rośnie liczba pojazdów elektrycznych na drogach, rozwija się infrastruktura i pojawiają się kolejne alternatywy dla klasycznego auta. Ponad 60% Polaków boi się jednak pożaru baterii w pojazdach elektrycznych. Sprawdzamy, czy ten lęk ma sens

Nowa mobilność w Europie realnie przyspiesza – rośnie liczba pojazdów elektrycznych na drogach, rozwija się infrastruktura i pojawiają się kolejne alternatywy dla klasycznego auta. Jednocześnie rośnie też grupa osób, które mówią wprost: „chętnie, ale mam obawy”. Potwierdzają to dane z najnowszego Barometru Nowej Mobilności 2026 PSNM. Aż 60,5% badanych deklaruje obawę przed pożarem baterii, a 54,8% – przed awarią akumulatora. Co istotne, poziom niepewności jest wyraźnie wyższy w przypadku pojazdów używanych niż nowych[1]. Czy zatem jest się czego obawiać?
Lęk przed zapłonem baterii czy jej awarią nie dotyczy wyłącznie samochodów osobowych. Wraz z rozwojem nowej mobilności na ulicach przybywa także alternatywnych środków transportu: lekkich trój- i czterokołowców, skuterów czy minicarów. Dla wielu osób to realna alternatywa dla auta, zwłaszcza gdy liczy się łatwe parkowanie, prostota użytkowania i mobilność „od drzwi do drzwi”. Jednocześnie pytania są podobne jak przy samochodach: czy bateria jest bezpieczna, jak długo zachowa sprawność i czy w razie problemu da się ją naprawić zamiast wymieniać w całości?
Obawy są zrozumiałe, ale warto je skonfrontować z faktami. Dobrym punktem odniesienia jest Norwegia – najbardziej dojrzały rynek elektromobilności w Europie. Według danych opublikowanych przez agencję Reuters, w 2025 roku aż 95,9% wszystkich nowo zarejestrowanych samochodów w tym skandynawskim kraju stanowiły pojazdy w pełni elektryczne[2]. Udział zarejestrowanych pojazdów z takim napędem w tym kraju przekroczył już próg 30%, co oznacza, że technologia jest „oswojona” przez użytkowników, serwisy i służby.
Norwegia jako papierek lakmusowy
PSNM opublikowało analizę opartą na norweskich danych, która w prosty sposób pokazuje skalę zjawiska. W pierwszej połowie 2025 roku norweskie służby odnotowały 403 pożary pojazdów, z czego zaledwie 30 dotyczyło aut w pełni elektrycznych (BEV). Udział pożarów BEV wyniósł więc 7,4%. Po przeliczeniu na 1000 zarejestrowanych pojazdów wskaźnik dla BEV wyniósł 0,034, a dla pojazdów spalinowych 0,195 – co oznacza niemal sześciokrotnie niższe ryzyko pożaru niż po stronie aut benzynowych i diesla[3].
– W dyskusji o pożarach baterii działa prosty mechanizm: zdarzenia rzadkie, ale widowiskowe, zostają w pamięci i żyją długo w mediach. Tymczasem bezpieczeństwa technologii nie należy oceniać po jednorazowych przypadkach, tylko po skali i porównaniu do innych rozwiązań. Norwegia jest tu najlepszym papierkiem lakmusowym, bo ma ogromną flotę elektryków i dużo doświadczeń w obsłudze zdarzeń.
Statystyki pokazują, że w danym kraju auta elektryczne płoną znacznie rzadziej niż te z napędami tradycyjnymi. Oznacza to, że problemem nie jest sam silnik elektryczny, tylko ogólne ryzyko pożarów w motoryzacji: awarie instalacji, przegrzania czy zdarzenia losowe. Bateria w pojeździe jest elementem technicznym, który ma określone zasady użytkowania i serwisowania – i to one w największym stopniu decydują o bezpieczeństwie – mówi Maciej Płatek, prezes Electroride.
Bateria – najważniejsze informacje
Współczesna bateria trakcyjna to nie jeden „akumulator”, tylko układ warstwowy. Najmniejszym elementem są ogniwa (cele). Cele łączy się w moduły, a moduły składają się na pakiet baterii umieszczony w szczelnej, wzmocnionej obudowie. W przypadku baterii litowo-jonowych kluczowe są parametry pracy (temperatura, prądy ładowania i rozładowania, napięcia), dlatego producenci dobierają rozwiązania tak, aby bateria pracowała w bezpiecznych zakresach.
W kontekście pożarów często pojawia się pojęcie „ucieczki termicznej” (thermal runaway). To scenariusz skrajny, w którym uszkodzone lub przegrzane ogniwo zaczyna wydzielać bardzo dużo ciepła i gazów, co może doprowadzić do zapłonu. W opracowaniach dotyczących bezpieczeństwa pożarowego akumulatorów litowo-jonowych podkreśla się, że kluczowymi czynnikami ryzyka są m.in. uszkodzenia mechaniczne, zwarcia oraz nieprawidłowe ładowanie[4].
Czy wielkość baterii ma znaczenie?
W samochodach osobowych dominują duże pakiety litowo-jonowe. Dają one wysoką gęstość energii i dobre parametry użytkowe, ale też wymagają właściwego ładowania i dbałości o stan techniczny po ewentualnych uszkodzeniach.
W lekkich czterokołowcach i szerzej w kategorii L spotyka się dwa główne rozwiązania. Pierwszym są również baterie litowo-jonowe, choć są zwykle mniejsze niż w autach osobowych. Drugim natomiast są akumulatory żelowe. Jest to technologia znana i dobrze opisana, stosowana od dekad w motoryzacji i energetyce. Są cięższe i zwykle oferują niższą gęstość energii niż litowo-jonowe, ale mają jedną ważną zaletę: pracują w bardzo przewidywalny sposób i są łatwe do oceny serwisowej. Baterie żelowe są stabilnym, sprawdzonym i bezpiecznym rozwiązaniem do codziennego użytkowania.
Obserwuj nas na Google News
Czytaj też:
[1] Raport PSNM: https://psnm.org/wp-content/uploads/2026/01/PSNM_Barometr_Nowej_Mobilnosci_2026_Raport.pdf Dostęp na dzień 13.02.2026 r.
[2] https://www.reuters.com/sustainability/climate-energy/norways-new-car-sales-were-96-electric-2025-2026-01-02/ Dostęp na dzień 13.02.2026 r.
[3]https://psnm.org/2025/informacja/norwegia-obala-mit-o-pozarach-elektrykow-auta-spalinowe-plona-nawet-6-razy-czesciej/ Dostęp na dzień 13.02.2026 r.
[4] https://www.nfpa.org/education-and-research/electrical/electric-vehicles Dostęp na dzień 13.02.2026 r.


