Nie logujesz się do ChatGPT? OpenAI i tak wyświetli Ci reklamy

OpenAI porzuca dotychczasowy ascetyzm na rzecz pragmatyzmu. Surowy interfejs ChatGPT zostaje przełamany obecnością treści sponsorowanych, co wyznacza nowy, komercyjny kierunek w rozwoju chatbota.

Najnowszą zmianą w strategii firmy jest wyświetlanie reklam również osobom korzystającym z narzędzia bez logowania, co znacząco zwiększa zasięg kampanii. Zamiast tradycyjnego śledzenia przy użyciu plików cookies, system stawia na dopasowanie kontekstowe, analizując bieżące zapytania użytkownika aby zaoferować konkretne produkty lub usługi.

Jeszcze niedawno mechanizm korzystania z ChatGPT wydawał się niemal ascetyczny w swojej prostocie. Wizyta na stronie sprowadzała się do zadania pytania i uzyskania odpowiedzi. Odbywało się to bez zakładania konta czy szumu reklamowego. W nowej wersji granica między czystą informacją a warstwą komercyjną zaczyna się stopniowo zacierać. Pod odpowiedzią bota pojawia się niewielki blok z dopiskiem „Sponsored”, zawierający np. link do serwisu graficznego Canva czy Booking.com. Reklama nie wyskakuje, nie zasłania treści, nie przerywa rozmowy. Jest po prostu częścią odpowiedzi. I – co najważniejsze – nie trzeba być zalogowanym żeby ją zobaczyć.

To pozornie drobne przesunięcie sygnalizuje wejście OpenAI w nową fazę rozwoju. Dotychczas obowiązywał stosunkowo klarowny podział: reklamy wyświetlano zalogowanym użytkownikom korzystającym z wersji bezpłatnej. Ten porządek wkrótce ulegnie zmianie. W testach prowadzonych w Stanach Zjednoczonych oraz wybranych krajach krajach anglojęzycznych komunikaty komercyjne zaczynają pojawiać się również u tzw. niezidentyfikowanych użytkowników, czyli u osób korzystających z narzędzia bez logowania. Przekazy te mają być mają być bezpieczne dla wszystkich grup wiekowych – to konieczny kompromis między dbałością o zasięg a ostrożnością wynikającą z braku danych o wieku użytkowników.

Kryzys urodzaju

Coraz większe otwarcie OpenAI na reklamodawców obnażyło przepaść między apetytem rynku a ostrożnym tempem wdrażania zmian przez twórców technologii. – Problemem OpenAI nie jest dziś brak zainteresowania ze strony marek szukających nowych kanałów promocji, lecz ograniczona podaż powierzchni reklamowej. Firmy chcą być obecne tam, gdzie zamiar użytkownika dopiero się formuje, i to zanim zostanie przełożona na konkretne działanie, takie jak np. research w wyszukiwarce lub porównywanie cen w sklepach internetowych. ChatGPT stał się właśnie takim miejscem przestrzenią, w której decyzje zaczynają nabierać kształtu – tłumaczy Marcin Stypuła, prezes agencji marketingu cyfrowego Semcore.

O tym, że OpenAI nie jest jeszcze gotowa na sprzedaż powierzchni reklamowej na taką skalę, jak Meta czy Google, świadczy fakt, że budżety uczestników programu pilotażowego pozostawały częściowo niewykorzystane. Wynikało to z niedostatecznej liczby miejsc, w których reklamy mogłyby się pojawiać. OpenAI odpowiedziała na to dwutorowo. Z jednej strony obniżyła próg wejścia z ok. 200 tys. do 50 tys. dolarów, co naturalnie oznacza mniejsze jednostkowe budżety i szersze grono reklamodawców. Z drugiej zaś – zaczęła systematycznie zwiększać skalę dostępnej powierzchni, poszerzając pulę użytkowników kwalifikujących się do ekspozycji na reklamą. Dodanie osób niezalogowanych to kolejny krok w tej strategii.

Kontekst zamiast ciasteczek

W tym wszystkim najbardziej interesujące nie jest to, kto ogląda reklamy, ale mechanizm ich wyświetlania. ChatGPT nie opiera się na tradycyjnym śledzeniu aktywności użytkowników za pomocą ciasteczek. Punktem odniesienia jest bieżący kontekst rozmowy. System analizuje przebieg interakcji, by dopasować komunikat do bieżącej wymiany zdań.

To fundamentalna różnica w porównaniu z reklamą opartą na historii przeglądania. Tutaj liczy się nie to, co robiłeś wczoraj w internecie, lecz to, czego potrzebujesz teraz. Ciężar przesuwa się z profilowania użytkownika na analizę języka. W dłuższej perspektywie takie podejście może okazać się bardziej efektywny, ale też trudniejszy do audytowania – mówi Marcin Stypuła z Semcore.

Jeśli użytkownik zapyta ChatGPT o Netflix, może zobaczyć ofertę konkurencyjnego serwisu streamingowego. Ten mechanizm znany z wyszukiwarek internetowych to tzw. „poaching”, czyli podbieranie potencjalnych klientów konkurencji poprzez wyświetlenie własnej oferty przy zapytaniach związanych z marką rywala.

Komunikat reklamowy nie pojawia się od razu, lecz dopiero po pewnym czasie — gdy rozmowa zaczyna się rozkręcać, sztuczna inteligencja przechodzi do przedstawienia dobrze dopasowanej oferty. Wyniki badania opublikowanego pod koniec marca przez redakcję serwisu „Wired” pokazują, że reklamy w ChatGPT pojawiają się średnio raz na pięć zapytań, a najczęstszym czynnikiem je uruchamiającym są pytania dotyczące podróży.

Cena demokratyzacji AI

Jeszcze kilkanaście miesięcy temu Sam Altman mówił o reklamach w ChatGPT z wyraźną rezerwą. W wywiadach podkreślał, że model biznesowy oparty na subskrypcjach i API daje większą kontrolę nad jakością produktu i relacjami z użytkownikiem. Rzeczywistość okazała się jednak bardziej wymagająca i zdaje się, że dobre chęci założyciela OpenAI przegrywają z rynkowym pragmatyzmem.

Koszt utrzymania i rozwoju modeli generatywnych rośnie wraz z liczbą użytkowników. Jednocześnie presja na demokratyzację dostępu do AI, wpisana w misję OpenAI, utrudnia agresywne podnoszenie cen. Reklama staje się więc narzędziem bilansującym te napięcia. Nie jako główne źródło przychodów, ale jako zawór bezpieczeństwa. To nie jest pivot w stronę modelu reklamowego w stylu Google, tylko raczej warstwa uzupełniająca. Ale nawet taka warstwa zmienia sposób postrzegania produktu. ChatGPT przestaje być postrzegany jako neutralne narzędzie, a zaczyna funkcjonować jako środowisko, w którym ktoś próbuje coś sprzedać. To subtelna, ale istotna zmiana – mówi Marcin Stypuła.

Twoje dane w czarnej skrzynce

OpenAI zapewnia, że nie sprzedaje danych użytkowników i nie udostępnia treści rozmów reklamodawcom. Personalizacja opiera się na kontekście, a nie na przekazywaniu informacji o konkretnych osobach. Użytkownicy zalogowani mogą dodatkowo zarządzać ustawieniami reklam w sekcji Ad Controls, wyłączając personalizację lub usuwając dane wykorzystywane do profilowania.

Platforma oferuje opcję „Ads-Free” dla kont darmowych, ale jej aktywacja oznacza ograniczenia: niższe limity wiadomości, brak dostępu do bardziej zaawansowanych funkcji, takich jak generowanie obrazów czy głębokiego wyszukiwania. W praktyce użytkownik wybiera między komfortem a funkcjonalnością. Z kolei dla użytkowników korzystających z ChatGPT bez logowania reklamy stają się integralną częścią doświadczenia. Nie mają oni dostępu do ustawień personalizacji ani możliwości wpływania na sposób działania mechanizmów reklamowych.

Granice są jasne — na razie

Wszystko wskazuje na to, że OpenAI stara się oddzielić warstwę reklamową od odpowiedzi generowanych przez swojego chatbota. Reklamy są wyraźnie oznaczone, stosunkowo dyskretne i – jak zapewnia firma Altmana – nie rzutują na treść odpowiedzi. Użytkownik może je zignorować bez poczucia, że coś traci. Może się jednak okazać, że jest to stan przejściowy, charakterystyczny dla wczesnego etapu wdrożenia.

Historia internetu uczy, że presja monetyzacyjna nie maleje. Jeśli reklamy w ChatGPT okażą się skuteczne, pojawi się pokusa zwiększenia ich częstotliwości, lepszego dopasowania, a w konsekwencji – głębszej integracji z odpowiedziami. Wtedy granica między informacją a sugestią może zacząć się rozmywać – ostrzega założyciel Semcore.

Obserwuj nas na Google News

Zobacz również:

Źródło: Informacja prasowa: Semcore
Źródło zdjęć: Semcore

Kontakt

Zapraszamy do kontaktu: redakcja(at)technosenior.pl

Odkryj więcej z TECHNOSenior

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej