A jak wygląda praktyka?
A jak wygląda praktyka? Zamiast laboratoryjnego porównania zabrałam telefon na dziewięciodniową wyprawę po Bałkanach. Zachody słońca, jasne fasady, zacienione uliczki, panoramy, woda i samoloty – okazji do zdjęć nie brakowało. Przywiozłam ponad 4 tys. fotografii i szczerze? Niewiele z nich wyrzuciłam. Ale po kolei.
Korfu: kolory i samoloty.
Wyprawa zaczęła się na Korfu: kolorowe niebo, ciemne sylwetki palm i samoloty nad wodą. Następnego dnia pobudka o 6:30, śniadanie i rejs w stronę Mysiej Wyspy – małej, zielonej, otoczonej wodą w niemal nierealnych odcieniach. Potem spacer po mieście: wąskie uliczki, okiennice, stare fasady i kwiatowe dekoracje. To jedno z tych miejsc, w których wystarczy zwolnić i dać się prowadzić światłu.
Lubię takie dni: trochę wody, trochę historii i pełna pamięć telefonu jeszcze przed wieczorem. Już wtedy poczułam, że zabrałam właściwy smartfon. Pura radziła sobie z zachodami słońca, zdjęciami pod światło i fotografowaniem samolotów w trudnym oświetleniu. Kolory były spójne, detale wyraźne, makro udane, a efekty powtarzalne. Jedynie przy zoomie powyżej x10 AI ingerowała zbyt mocno i część kadrów wyglądała sztucznie.
zdjęcia z Albanii
Albania: błękit, kamień i bazar.
Z Korfu popłynęliśmy do Sarandy, a po zakwaterowaniu ruszyliśmy do Butrintu. Starożytne ruiny otulone zielenią, kamienne mury, teatr i świątynie – tutaj historia jest pod stopami i między drzewami. Wieczór należał już do lokalnych smaków, wina, tańca i śpiewu polifonicznego.
Kolejnego dnia odwiedziliśmy Syri i Kaltër, czyli Blue Eye. Woda przechodziła od głębokiego granatu do przejrzystego turkusu i trudno było oderwać od niej wzrok. Później Gjirokastër: szare dachy, kamienne domy, stary bazar i cytadela z widokiem na dolinę rzeki Drinos. Dwa dni, a tyle różnych obrazów Albanii. Na koniec jeszcze nocny spacer po Tiranie – światła, gwar i zupełnie inna energia.
Aparat pracował bez przerwy: szerokie widoki, kamienne detale, drzwi, dachy i cienie na schodach. Przy takim tempie potrzebuję telefonu, któremu mogę zaufać, również nocą i bez statywu. Pura nie zawiodła: zachowywała spójne kolory, wyraźne szczegóły i poprawny balans bieli przy przełączaniu między obiektywami. Zastrzeżenia miałam jedynie do chwilami zbyt agresywnego AI i HDR.
zdjęcia z Czarnogóry
Czarnogóra: zatoka z serpentyn i miasto ze statku.
Czarnogórę zaczęliśmy od Kotoru. Góry opadające niemal prosto do zatoki, kamienne uliczki, małe place i zaułki – można tu po prostu spacerować i dać się zgubić. Później ruszyliśmy serpentynami do Njeguši. Z każdym zakrętem Zatoka Kotorska zostawała coraz niżej, a widoki robiły coraz większe wrażenie.
W Njeguši spróbowaliśmy lokalnej szynki i sera, potem odwiedziliśmy Cetinje, a na finał Budvę. Jej starówka ma klimat, ale moje serce zostało w Kotorze i na serpentynach nad zatoką.
Fotograficznie najtrudniejszy był poranny Kotor, schowany w cieniu góry. Szare mury i mocne światło w tle nie ułatwiały zadania, ale telefon dobrze sobie poradził. Po około dwóch godzinach miasto otuliło ciepłe słońce, a woda nabrała kolorów – zdjęcia świetnie oddały tę zmianę, podobnie jak poranną mgłę nad górami. Słabszy kadr powstał przy fotografowaniu wyspy na tle zachodu słońca: budynki wyglądały trochę sztucznie, choć warunki były naprawdę wymagające.
zdjęcia z Chorwacji 1
Chorwacja cz. 1 – Dubrownik od uliczek po morze:
Kolejny przystanek to Dubrownik – pełen zabytków i uliczek, w których chciałoby się zostać dłużej. Oczywiście z telefonem w dłoni. Zobaczyliśmy klasztor franciszkanów i mury miejskie, a później podczas rejsu spojrzeliśmy na miasto od strony morza. Następnie ruszyliśmy nadmorską trasą do Bośni i Hercegowiny.
Ciekawym sprawdzianem były zdjęcia z ciemnych uliczek w stronę jasnych przestrzeni. Huawei zachowywał szczegóły i nie prześwietlał mi scen. Czasem potrzebował tylko nieco więcej czasu na przetworzenie kadru.
zdjęcia z Bośni
Bośnia i Hercegowina: widoki, które zostają
Przed dotarciem do hotelu odwiedziliśmy Medjugorje, a po krótkiej wizycie w sanktuarium weszliśmy na Górę Objawień. Kamieniste podejście dało się nogom we znaki, ale widok gór i kolory nieba po zachodzie wynagrodziły wysiłek. Jak wiecie, wędrówki pod górę nie są moją mocną stroną – czasem jednak ciekawość wygrywa ze zmęczeniem.
Następnego dnia czekał Mostar: Stary Most, meczet Koski Mehmed-paszy, dom turecki i uliczki Starej Čaršiji. W czasie wolnym zamiast odpocząć, wdrapałam się jeszcze na minaret. Lubię oglądać miasta z góry, a po takim spacerze deser smakował jeszcze lepiej.
Potem ruszyliśmy do Sarajewa. Zwiedziliśmy centrum, meczet Gazi Husrev-beja, bazar i Most Łaciński. Początkowo miasto nie zachwyciło mnie tak jak wcześniejsze miejsca. Dopiero gdy weszłam wyżej, wszystko się zmieniło. Sarajewo rozłożone w dolinie, otoczone górami i otulone zachodzącym słońcem – właśnie tutaj powstały moje najpiękniejsze kadry z wyprawy.
Obok piękna wciąż widać ślady wojny: dziury po kulach i zniszczone budynki. Ten widok przypomniał mi, jak łatwo uznać spokój, bezpieczeństwo i swobodę podróżowania za coś oczywistego. Sarajewo nie zachwyciło mnie od pierwszego spojrzenia, ale zostało ze mną na dłużej.
Dla Pury największym testem był zachód słońca, z każdą chwilą coraz bardziej bajkowy. Chciałam uchwycić go dokładnie tak, jak go widziałam. I telefon znów mnie nie zawiódł – oddał światło i kolory bez psucia atmosfery tego momentu.
Zdjęcia z Chorwacji 2
Chorwacja po raz drugi: miasta i wodospady
W Splicie spacerowaliśmy między pozostałościami pałacu Dioklecjana, katedrą św. Domniusza i portem. Trafiliśmy też na spotkanie ważnych tego świata i zobaczyliśmy na ulicy samego Macrona 😂. Takiego punktu w programie nie było!
Później Trogir: starówka, katedra św. Wawrzyńca i kolejne uliczki pełne fotograficznych zakamarków. Dzień zakończył zachód słońca, który wyglądał, jakby niebo chciało powiedzieć: „Nie wyjeżdżaj!”. Trudno było z nim dyskutować.
Na finał odwiedziliśmy Park Narodowy Krka. Wodospady, zieleń i wreszcie zwiedzanie we własnym tempie. Mogłam zatrzymywać się, robić zdjęcia i chłonąć naturę bez ciągłego zerkania na grupę. Były chwile, kiedy słyszałam tylko wodę i odgłosy przyrody. Głowa odpoczywała na 200% – właśnie takiego zakończenia potrzebowałam.
Smartfon dostał jeszcze ostatnie zadanie: wodospady były idealną okazją do sprawdzenia długiej ekspozycji. Również tutaj zdał egzamin wzorowo.
Podsumujmy aparat:
Zdjęcia dzienne z aparatu głównego oceniam jako doskonałe, z dobrymi detalami, żywymi, ale nieprzesadzonymi kolorami i wiarygodnym balansem bieli. Portrety wypadają rewelacyjnie. Podobnie jak kwestia macro, kadrów pod słońce, zachody czy wschody słońca, zdjęcia produktowe czy zdjęcia nocne. Kolory między obiektywami też są spójne. Tutaj Huawei znowu pokazał klasę samą w sobie i nie zawiódł moich oczekiwań. Teleobiektyw sprawdza się rewelacyjnie zarówno w ciągu dnia jak i w trudniejszych warunkach pogodowych czy w nocy.
Pojawił się tylko delikatny problem ze zdjęciami nocnymi na zoomie x10 – przy dłuższym czasie naświetlania czasami kadr lekko przeskoczył i nagle miałam na ekranie coś zupełnie innego niż pierwotnie zakładałam. Owszem to było zdjęcie robione z ręki, ale nie pierwszy raz używam tej funkcji i w poprzednikach nie było takiego problemu. Mam nadzieję, że ta kwestia zostanie naprawiona w najbliższych aktualizacjach.
Mam tez uwagę co do przetwarzania zdjęcia – wiem, że AI jest teraz modny, ale momentami mam wrażenie, że jest go trochę za dużo. Krótko mówiąc przetwarzanie Huawei bywa nadgorliwe, szczególnie wyostrzanie i HDR. Przez to zdjęcia od tak x10 i w górę czasami wypadają trochę sztucznie. Ten problem niestety jest aktualnie praktycznie we wszystkich smartfonach.
Co ważne w praktyce? To zestaw aparatów, który w różnorodnych warunkach daje materiał wart pokazania bez obróbki. Pamiętaj tylko, że jego styl (HDR, wyostrzanie) jest wyraźny i nie każdemu przypadnie do gustu.

Wady i zalety
Zalety
- Bardzo dobre zdjęcia dzienne z głównego aparatu i świetny teleobiektyw.
- Zmienna przysłona f/1,4–f/4,0 w aparacie głównym.
- Teleobiektyw 200 MP z 4× zoomem optycznym i stabilizacją.
- 5G i eSIM, czyli duży krok względem Pury 80 Ultra.
- Wytrzymała konstrukcja: IP68/IP69 i szkło Kunlun.
- Szybkie ładowanie do 100 W (ładowarka osobno).
Wady
- Brak natywnych usług Google, nadal trzeba je obchodzić.
- Wyraźne przetwarzanie obrazu (HDR, wyostrzanie), które może zjadać nastrój zdjęć.
- Mniejsza matryca w aparacie głównym niż w Purze 80 Ultra (1/1,28″ zamiast 1″).
- Mniejsza bateria w wersji europejskiej (5270 mAh).
- Brak ładowarki w pudełku i brak slotu na kartę microSD.
- Duży i ciężki telefon.
Co ważne w praktyce? Największe plusy to aparat i łączność, największy minus to oprogramowanie. Jeśli Google jest dla Ciebie krytyczne, rozważ inną opcję.
Podsumowanie i rekomendacje
Dla mnie najważniejsze jest to, że przywiozłam różnorodne zdjęcia, które chcę pokazywać i do których chcę wracać. Telefon był narzędziem. Światło, miejsca i moje emocje zrobiły resztę. To osobista ocena całego doświadczenia, nie stwierdzenie, że jest to bezkonkurencyjnie najlepszy aparat na rynku. Przy priorytecie aparatu kompromisy łatwo wybaczyć, a telefon ma dość wąską grupę docelową.
Alternatywy. Jeśli bardziej zależy Ci na wygodzie z Google, rozważ topowe modele innych producentów. Jeśli zależy Ci na 1-calowej matrycy w aparacie głównym, sprawdź Purę 80 Ultra (bez 5G). Moja recenzja Pury 80 Ultra jest tutaj.
Co ważne w praktyce? Pura 90s Pro Max to telefon wybierany sercem fotografa, ale rozsądek wymaga, byś wiedział, na jakie kompromisy się godzisz.
Szczegółowa tabela z danymi technicznymi
- Kolory: biały, pomarańczowo-niebieski, czarny
- Wymiary / waga: 164 × 77,1 × 8,1 mm / ok. 230,5 g
- Ekran: 6,9″ LTPO OLED, 2880 × 1308 px, 460 ppi, 1–120 Hz
- Procesor: Kirin 9030S
- Pamięć: 12 GB RAM + 512 GB, brak microSD
- System: EMUI 16.0
- Aparat główny: 50 MP, f/1,4–f/4,0, OIS
- Ultraszeroki kąt: 40 MP, f/2,2
- Teleobiektyw: 200 MP, 1/1,28″, f/2,6, OIS, 4× zoom optyczny
- Przedni aparat: 13 MP, f/2,0, AF
- Wideo: do 4K
- Bateria: 5270 mAh (wersja EU)
- Ładowanie: przewodowe do 100 W, bezprzewodowe do 80 W (akcesoria osobno)
- Łączność: 5G, eSIM, Wi-Fi 7, Bluetooth 6.0, NFC, NearLink, USB-C
- Odporność: IP68/IP69
Diana (Technosenior)

Obserwuj nas na Google News
Czytaj też:
- Przełom na nadgarstku czy kompromis? Testujemy Huawei Watch D3 z prawdziwym pomiarem ciśnienia
- Elegancki styl i sportowe możliwości – Test Huawei Watch GT 7 41 mm
- Test Huawei nova 14 Pro – styl, który fotografuje lepiej niż flagowiec?
- Test Huawei Mate X7 – najdojrzalszy składany smartfon na rynku? Sprawdzamy flagowca bez taryfy ulgowej
- Test Huawei Watch Ultimate 2 – zegarek, który nie zna granic. Dosłownie
- Test HUAWEI WATCH GT 6 i GT 6 Pro – styl, sport i technologia w jednym. Który wybierzesz?
- Huawei Pura 70 ultra – czy Huawei znowu to zrobił?
- Test Huawei MatePad 11.5 2025 – tablet, który zastąpi zeszyt i podręcznik?
Źródło zdjęć: Tech Lady Explorer (Technosenior).


