Test Huawei Mate 30 Pro – zapomniany flagowiec, który ciągle zachwyca

Design Huawei Mate 30 Pro po raz kolejny zachwyca kunsztem i jakością wykonania. Model ten wyposażony jest w mocno zagięty ekran (zakrzywia się pod kątem 88 stopni) prawie bez ramek (∼94.1% screen-to-body ratio), z charakterystycznym wycięciem na górze ekranu (tak zwany „notch”). Ponad to nie posiada żadnych przycisków, a czytnik odcisków palców został umieszczony w ekranie. Rozwiązanie to jest bardzo wygodne i nie zabiera cennego miejsca na obudowie telefonu. Szczególnie wtedy, gdy działa szybko i niezawodnie jak w tym przypadku.

Na górnym wcięciu został umieszczony przedni aparat (32 MP, przesłona f/2.0 z kontrolą głębi 3D). Dzięki takiemu układowi zyskujemy bezpieczny system odblokowania twarzą –  Huawei 3D Face Unlock, który spotkaliśmy już chociażby w Mate P20 Pro. Czy wcięcie to się podoba czy nie, to już oczywiście kwestia gustu. Nie mniej jeżeli miałabym tutaj wybierać pomiędzy bezpiecznym odblokowaniem twarzą, a maleńką łezką na pojedynczy aparat, to jednak jestem za tym pierwszym. Tym bardziej, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby wycięcie to zakryć czarnym paskiem. Warto tutaj zwrócić uwagę na to, że pomimo włączenia czarnego paska, to nie tracimy na powierzchni użytkowej ekranu. Nadal ikonki informacyjne będą na swoim miejscu.

Huawei Mate 30 Pro, podobnie jak pokochany przez rzeszę fanów Mate P20 Pro, oferuje wykonanie godne klasy premium nie tylko pod kątem zastosowanych materiałów (aluminiowe ramki i Corning Gorilla Szkło 6 na tyle obudowy),  ale również pod kątem samego wyglądu. Ten telefon wyróżnia się na tle innych modeli już na pierwszy rzut oka. Symetryczne umiejscowienie aparatów w zaokrąglonym polu rzuci się w oczy każdemu. Do tego trzy świetne kolory: srebrny, fiolet i szmaragd sprawiają, że nie da się przejść obojętnie obok tego modelu. Mate 30 Pro po prostu się kocha lub nienawidzi… Jedyne co może przeszkadzać, to standardowo wystająca wysepka z aparatami przez co konieczne będzie ubranie smartfona w etui. Na szczęście producent zadbał również o ten element i w opakowaniu znajdziemy bardzo ciekawe przeźroczyste plecki z plastiku, które w żaden sposób nie odbierają uroku testowanemu modelu.

Mate 30 Pro jest minimalnie większy niż poprzednik Mate P20 Pro (72,3 x 157,8 x 8,6 mm). Jego wymiary to: 73,1 mm x 158,1 mm x 8,8 mm, a waga to ok. 198 g. Czyli jest nieco cięższy od poprzednika, który waży 189g. Nie mniej producent zaprojektował i wykonał swój smartfon doskonale. Wszystko jest solidne i świetnie spasowane, nie usłyszymy żadnych trzasków. Dokładnie tak jak powinno być w tej klasie smartfonu. Co więcej smartfon, pomimo swojego mocno zagiętego ekranu, świetnie leży w dłoni, a jedyne co może troszeczkę przeszkadzać, to wspomniana waga. Nie mniej można się do niej szybko przyzwyczaić. Zapomnijmy jednak o obsłudze jedną ręką. Testowany smartfon jest do tego za duży. Ale to nie wszystko. Obudowa jest oczywiście całkowicie wodoszczelna i odporna na kurz – IP68, co oznacza, że nie musimy martwić się o zalanie, zachlapanie czy niewielkie zatopienie.

Mate 30 Pro  wyposażono w 6,53-calowy ekran OLED o rozdzielczości Full HD+ 2400 x 1176 pikseli i gęstość pikseli na poziomie 409 PPI ppi. Ponadto, dzięki bardzo wąskiemu obramowaniu, mocno zakrzywionym bocznym ramkom i proporcji ekranu do obudowy na poziomie ∼94.1%, telefon zapewnia bardzo dużą powierzchnię wyświetlania. Szkło zastosowane na zaokrąglonym z obu stron ekranie to Gorilla Glass 6. Nie powinno wam grozić porysowanie powierzchni. Ekran w smartfonie jest oczywiście czytelny, krawędzie czcionek są ostre, a gołym okiem nie dostrzeżemy na nim poszczególnych punktów świetlnych. Komfortowo można pracować z wszelkiego rodzaju dokumentami oraz bezproblemowe jest użytkowanie ekranu smartfona podczas przeglądania ulubionych stron internetowych, czy też czytania książek elektronicznych. Ponad to odznacza się świetnym nasyceniem barw i dużym kontrastem. Bardzo praktycznym rozwiązaniem jest także tryb ochrony oczu oraz możliwość dostosowywania jasności ekranu do otoczenia. Kąty widzenia są świetne, a jego jasność pozwala na swobodna pracę nawet w słońcu. Smartfon wyposażono w dotykowy ekran multitouch, który reaguje nawet na „motyle” muskanie opuszkami palców. Czułość panelu dotykowego możemy jeszcze zwiększyć, włączając tryb obsługi w rękawiczkach.

Co, do jakości prowadzonych rozmów również nie można mieć zastrzeżeń. Zarówno ja, jak i moi rozmówcy słyszeli się doskonale. Na pochwałę zasługuje, to że do momentu ustawienia maksymalnej głośności nie pojawiają się znaczne zniekształcenia głosu rozmówcy. Podczas testu nie zdarzyło się, by jakość połączeń uniemożliwiła zrozumienie drugiej osoby. Nie wystąpiły także problemy z zasięgiem sieci komórkowych w miejscach, w których nie powinno to się zdarzyć.

U dołu obudowy producent zamieścił port USB Typ C, głośnik, mikrofon oraz szufladkę na kartę SIM i kartę pamięci nanoSD. NanoSD, to format kart, który stworzył Huawei. Plus za możliwość rozszerzenia pamięci o dodatkową kartę, natomiast nie do końca jestem przekonana, że ten format jest tym czego oczekuje użytkownik. Na dzień dzisiejszy istotne jest, aby móc przełożyć kartę pomiędzy urządzeniami, czego nie da się zrobić z tą kartą, gdyż urządzenia po prostu jej nie obsługują. Do tego karta jest dosyć droga. Na szczęście smartfon posiada sporą ilość pamięci. Zatem dodatkowa karta raczej nam nie będzie potrzebna. Z głośnika wydobywa się oczywiście całkiem przyzwoita i wystarczająco głośna muzyka, ale niestety dosyć płaska i bez efektu WOW. A szkoda, bo jak na prawdziwego flagowca przystało warto by zadbać również o ten element i sięgnąć wreszcie po głośniki stereo. A więc drogi producencie … może czas pomyśleć i o tych osobach, którzy oczekują od smartfona nie tylko świetnej wydajności i dobrych zdjęć, ale i również świetnej muzyki.

Img 20200628 153119 Technosenior
Huawei Mate 30 Pro

Warto tutaj zwrócić uwagę na to, że telefon nie posiada gniazda słuchawkowego 3,5 mm, co dla wielu osób może być dużym problemem. W pudełku znajdziemy przejściówkę USB-C do wejścia słuchawkowego 3,5 mm, ale czy w dobie minimalizacji sprzętów na rzecz kolejnych przejściówek, to dobre rozwiązanie. Chyba niekoniecznie.

Na górze obudowy znajdziemy port podczerwieni oraz mikrofon do redukcji szumów. Na prawej krawędzi natomiast umiejscowiono tylko włącznik. Znajdziemy go w nieco nietypowym położeniu, gdyż bardzo blisko tylnej krawędzi. Nie mniej można się do niego szybko przyzwyczaić.

A gdzie podziały się przyciski głośności? Nie, nigdzie nie zniknęły 😊 Wystarczy dotknąć palcem na bocznej krawędzi w górnej części i pojawi się pasek do sterowania głośnością. Co więcej znajdziemy go po obu stronach ekranu. Generalnie jest bardzo ciekawe rozwiązanie, do którego trzeba się przyzwyczaić. Zdarzały się momenty, gdy musiałam uderzyć w krawędź z 2-3 razy, ale generalnie mechanizm ten działał dobrze.

Kontakt

Zapraszamy do kontaktu: redakcja(at)technosenior.pl

Odkryj więcej z TECHNOSenior

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej