I możemy przejść, do tego co jest najciekawsze w tym urządzeniu, czyli czytnika e-link. Jak już wspomniałam wcześniej mamy tutaj do dyspozycji na zewnętrznej części porywy monochromatyczny wyświetlacz dotykowy e-ink o wielkości 10,8”.
Na pierwszy rzut oka, taki ekran może wydawać się zbędnym bajerem, ale jak przyjrzymy się bliżej, to może być nawet bardzo przydatnym narzędziem. Szczególnie, że w opakowaniu znajdziemy też dodatkowy rysik, który świetnie z nim współpracuje. To taka jakby dodatkowa kartka papieru, którą możemy mieć zawsze pod ręką.

Ile razy mieliście sytuację, że siedzicie na spotkaniu z klientem, rozmawiacie i zerkacie na niego ciągle zza monitora, w którym piszecie notatki? Znajomy widok? Trochę już każdy do niego przywyknął, ale czy nie byłoby bardziej elegancko patrzeć na swojego rozmówcę, a jedynie ręką notować istotne elementy na kartce papieru. Od teraz również takiej elektronicznej?

Ekran E-link idealnie się do tego nadaje. Imituje nam właśnie taka dodatkową kartkę papieru, a rysikiem możemy sunąć po nim jak długopisem po zwykłej kartce. Do tego nasze notatki od razu są w formie elektronicznej i możemy przesłać również kopię do naszych rozmówców. Co więcej, gdy nie potrzebujemy już rysika możemy przyczepić go na krawędzi ekranu. Chociaż tutaj magnes mógłby być nieco mocniejszy. Nie raz zdarzyło mi się poszukiwać odpadniętego rysika ☹

Nie zapomnijmy również o tym, że taki ekran, to również odpoczynek dla oczu podczas delektowania się swoją ulubioną książką. Może jest to troszeczkę przerośnięty i ciężki czytnik ebooków (z reguły są nieco mniejsze – tak z 6 cali), ale jak najbardziej może też spełniać taką funkcję. Jest to zasługa współpracy Lenovo z Amazonem, firmą która elektroniczne książki zna od podszewki. Co więcej konstrukcja laptopa pozwala na trzymanie go w jednej ręce, chociaż trzymanie 1,4 kg przy dłuższym czytaniu wcale nie musi być takie przyjemne, o czym wspominałam już nieco wcześniej.
Sam ekran możemy też sobie lekko spersonalizować. Dodać swoją tapetę czy ustawić kilka opcji. Szczególnie przypadała mi do gustu kwestia własnej tapety. Każdy chyba uwielbia, gdy może nieco spersonalizować swój sprzęt, a czy nie zrobi on wrażenia, gdy pójdziemy do klienta, a na pokrywie znajdzie się nasze logo? Gdy nie zorientujemy się, że to ekran, to ma się wrażenie jakby było wymalowane na obudowie. Ja osobiście uwielbiam takie bajery 😊 Zresztą zobaczcie sami. Czy laptop nie robi wrażenia?


