Nowa moto g60s otrzymała plastikowe plecki z wyczuwalnymi pod palcami wzorkami w postaci ukośnych linii oraz gładkie, plastikowe ramki. Cała powierzchnia jest bardzo miła w dotyku, a co najważniejsze nie widać na niej tak mocno odcisków palców. Oczywiście jak przyjrzymy się pod światło, to zauważymy jakieś nieczystości, ale jest tego znacznie mniej niż przy gładkiej i błyszczącej powierzchni.
W lewym górnym rogu umieszczono wysepkę z aparatami, a poniżej jej na środku czytnik linii papilarnych w okrągłym wgłębieniu pod literką M. Do wyboru mamy 2 warianty kolorystyczne: Iced Mint, Ink Blue. W moje ręce wpadła wersja granatowa i prezentuje się bardzo elegancko – powiedziałabym, że trochę nawet w biznesowym stylu. Szczególnie w świetle.
Z racji jednak, że jest to plastik narażony na zarysowania, a aparaty lekko wystają, to i tak dosyć szybko nasz smartfon wyląduje w etui. Na szczęście producent pomyślał również o tym elemencie i w opakowaniu znajdziemy przeźroczyste etui.
Moto g60s otrzymała obudowę odporną na wilgoć – IP52. Zastosowano w niej hybrydową powłokę, która stanowi barierę chroniącą przed średnio intensywnym działaniem wody, takim jak przypadkowe zalanie, zachlapanie czy lekki deszcz. Nie oznacza, to, że możemy zanurzyć telefon w wodzie czy poddać działaniu wody lub innych cieczy pod ciśnieniem. Należy o tym pamiętać, gdyż smartfon nie jest wodoszczelny.

Jeśli chodzi o czytnik linii papilarnych, to został on umieszczony na wysokości palca wskazującego zatem bez problemu powinniśmy na niego trafić, a co najważniejsze działa dobrze i wystarczająco szybko. Poza czytnikiem, do odblokowania telefonu, możemy też użyć opcji rozpoznawania twarzy. Również w tym przypadku wszystko działa poprawnie (no może standardowo poza momentami, gdy znajdziemy się w ciemniejszym pomieszczeniu). Należy jednak pamiętać o tym, że nie jest to najbezpieczniejsza metoda zabezpieczenia dla naszych danych.
Test Motorola edge 20 lite – można też się wykazać kreatywnością
Jeżeli jesteś fanem/ fanką dużych smartfonów, to ten będzie dla ciebie idealny. Otrzymał on bowiem bardzo duży ekran 6,8 cali (największy w nowej serii moto g), a jego wymiary to: 169,61 x 75,88 x 9,6 mm. Nie należy też do lekkich, chociaż jak na tak duży smartfon to nie jest też źle. Jego waga to 212g. Zatem obsługa jedna ręką nie będzie należeć do najwygodniejszych.
Mimo wszystko dobrze leży w dłoni, a prawie wszystkie przyciski leżą w zasięgu. Prawie, bo podobnie jak w moto go 30 oraz moto g50, pojawił się tutaj dodatkowy przycisk Google Asystenta nad przyciskami głośności na prawej krawędzi, a do którego nie jest tak szybki dostęp. Trzeba przesunąć lekko rękę, aby móc go kliknąć. Tak swoją drogą mogłoby go nie być.
Na obudowie znajdziemy:
- Na prawym boku:
- Włącznik / wyłącznik
- Przyciski głośności
- Przycisk Asystenta Google (dla mnie zbędny, tym bardziej, że nie można go przeprogramować)
- Na lewym boku:
- Szufladkę na 2 karty nano SIM. Jedną kartę możemy zamienić na kartę microSD (do 1TB)
- Na dole:
- Głośnik
- Mikrofon
- Gniazdo USB C
- Na górze:
- Drugi mikrofon, odpowiadający za redukcję szumów
- Drugi głośnik służący do rozmów na krawędzi
- Wyjście na słuchawki – 3,5 mm
Co do prowadzonych rozmów, to nie zauważyłam większych problemów. Moi rozmówcy słyszeli mnie dobrze. Podobnie ja ich. Jedyne co dało się zauważyć, to telefon czasami tracił zasięg tam gdzie nie powinien. Nie było to notoryczne, ale czasami jednak było widać, że inny smartfon nadal ma zasięg, a motorola jakby trochę się gubiła.
W moto g60s nie znajdziemy głośników stereo. Co za tym idzie muzyka płynąca z tego modelu jest raczej płaska i nie wyróżnia się niczym specjalnym w swojej klasie. Od taki przyzwoity głośnik do codziennego użytkowania – przeglądania YouTube, słuchania audiobook-ów czy rozmów w trybie głośnomówiącym. Dodatkowo możemy nieco dostosować jakość muzyki do naszych preferencji poprzez funkcję „Efekty dźwiękowe”. Znajdziemy w nim korektor graficzny z kilkoma wbudowanymi opcjami.


