12-latek zrzuca betonowe elementy na tory, a służby sprawdzają, czy działał sam, czy na czyjeś polecenie. W tle pojawia się podejrzenie sabotażu i możliwej inspiracji z zewnątrz.
12-latek przyznał, że zepchnął ciężkie betonowe elementy na tory, na które chwilę później wjechały dwa pociągi towarowe. Na tym jednak sprawa się nie kończy. Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, służby nie traktują zdarzenia wyłącznie jako wybryku chuligańskiego i sprawdzają, czy chłopiec działał sam, czy też za jego zachowaniem stała czyjaś inspiracja lub polecenie. W tle śledztwa pojawia się także możliwa inspiracja ze Wschodu, choć na razie nie ma jednoznacznych dowodów, które pozwalałyby potwierdzić taki scenariusz.
Według źródeł gazety samo zdarzenie ma cechy sabotażu. Sprawa nabiera szczególnego znaczenia w kontekście zjawiska, przed którym ostrzega Europol – violence-as-a-service, czyli modelu, w którym młodzi ludzie, a nawet dzieci, mogą być zdalnie rekrutowani i instruowani do wykonywania przestępstw.
Dziecko jako wykonawca zlecenia
Szwecja stała się jednym z najbardziej jaskrawych przykładów nowego sposobu działania grup przestępczych. Tamtejsza policja ostrzega, że dzieci są kontaktowane przez czaty i media społecznościowe oraz nakłaniane do popełniania poważnych przestępstw w zamian za pieniądze. W 2025 roku ponad 50 dzieci poniżej 15. roku życia uczestniczyło w postępowaniach dotyczących podejrzeń o zabójstwo lub usiłowanie zabójstwa. Policja informowała również o przypadkach rekrutowania dzieci mających zaledwie 11 lat.
Problem wykracza poza jeden kraj. Europol określa nowy model jako violence-as-a-service (VaaS), czyli zlecanie aktów przemocy zewnętrznym wykonawcom, często młodym i niedoświadczonym, którzy mogą zostać zwerbowani i poinstruowani zdalnie. W 2025 roku powstała specjalna grupa OTF GRIMM zajmująca się tym zjawiskiem. Po pierwszym roku jej działania Europol informował o 280 zatrzymaniach i ponad 14 tys. kont internetowych zidentyfikowanych w prowadzonych śledztwach.
Rekrutacja nie musi przy tym przypominać stereotypowego „wstąpienia do gangu”. Europol wskazuje na wykorzystywanie mediów społecznościowych, komunikatorów, zakodowanych wiadomości, obietnic finansowych, a także mechanizmów przypominających grywalizację.
– Pierwsza wiadomość nie musi zawierać propozycji popełnienia przestępstwa. Może chodzić o rozmowę, łatwy zarobek, prezent albo pozornie niewinne zadanie. Problem zaczyna się wtedy, gdy młody człowiek stopniowo wykonuje kolejne polecenia i coraz głębiej wchodzi w relację, której prawdziwego celu początkowo nie zna. W internecie bardzo łatwo ukryć prawdziwy wiek, tożsamość i intencje rozmówcy. Dlatego dziecko powinno wiedzieć nie tylko, żeby uważać na nieznajomych, ale także jakie zachowania powinny natychmiast zapalić czerwoną lampkę – mówi Kamil Sadkowski, analityk cyberzagrożeń w ESET.
Polska: inne przestępstwa, podobny mechanizm
Polska nie jest dziś drugim przypadkiem Szwecji i nie ma podstaw, by twierdzić, że dzieci są u nas na podobną skalę rekrutowane do gangsterskich zabójstw. Warto jednak zwrócić uwagę na podobną zmianę organizacyjną: zleceniodawca może znajdować się daleko od miejsca zdarzenia, a poszczególni wykonawcy otrzymują tylko konkretne instrukcje i nie muszą znać całej struktury operacji.
W kwietniu 2026 roku Prokuratura Krajowa poinformowała o skierowaniu do sądu aktu oskarżenia przeciwko pięciu osobom w śledztwie dotyczącym aktów sabotażu na rzecz rosyjskiego wywiadu. Sprawa obejmuje m.in. podpalenia i przygotowania do podpaleń obiektów w Warszawie, Wilnie i Rydze. Śledczy opisują model oparty na podziale zadań: rozpoznaniu, zapewnianiu transportu, wykonywaniu konkretnych poleceń i dokumentowaniu ich realizacji. W tym kontekście sprawa 12-latka spod Łukowa nabiera dodatkowego znaczenia. Skoro służby badają, czy działał z czyjejś inspiracji lub na polecenie, kluczowe staje się nie tylko to, kto wykonał dane działanie, ale też kto mógł je zainicjować.
To nie jest ten sam rodzaj przestępczości co gangowe violence-as-a-service. Pokazuje jednak, jak skutecznie środowisko cyfrowe pozwala oddzielić zleceniodawcę od wykonawcy i rozdzielić większą operację na pojedyncze zadania.
Kontrola rodzicielska: technologia i rozmowa
Nowe zagrożenia stawiają przed rodzicami pytanie, jak chronić dziecko, nie zamieniając jego telefonu w urządzenie pod ciągłą obserwacją.
Pomóc mogą funkcje kontroli rodzicielskiej dostępne w systemach operacyjnych i specjalistycznych programach. Pozwalają m.in. ograniczać instalowanie aplikacji bez zgody rodzica, ustalać limity czasu korzystania z urządzenia, filtrować treści nieodpowiednie dla wieku czy sprawdzać, z jakich programów dziecko korzysta najczęściej. Technologia nie zastąpi jednak rozmowy. Najważniejsze jest, żeby dziecko wiedziało, dlaczego określone zabezpieczenia znajdują się na jego urządzeniu i jakie sytuacje powinny wzbudzić jego podejrzliwość.
Warto ustalić trzy proste zasady:
- Uważaj na „łatwe pieniądze” i proste zadania. Oferta wynagrodzenia, prezentu albo korzyści od osoby poznanej w sieci powinna wzbudzić czujność, zwłaszcza gdy pojawia się prośba o zachowanie wszystkiego w tajemnicy.
- Nie wykonuj zleceń internetowych znajomych. Nie fotografuj na czyjeś polecenie konkretnych miejsc, nie odbieraj paczek, nie udostępniaj kont, kart SIM ani danych i nie wykonuj zadań, których celu nie rozumiesz.
- Powiedz rodzicowi, nawet jeśli zrobiłeś coś nierozsądnego. Pierwszą reakcją dorosłego na zgłoszenie problemu nie powinno być odebranie telefonu czy kara. W przeciwnym razie następnym razem dziecko może zdecydować się ukryć sytuację.
– Oprogramowanie kontroli rodzicielskiej powinno być barierą ochronną, a nie cyfrowym podsłuchem. Można powiedzieć dziecku wprost: „nie korzystam z niego dlatego, że nie ufam tobie. Nie mam natomiast powodu ufać każdej osobie, która może odezwać się do ciebie w internecie”. Młody człowiek powinien wiedzieć, jakie zabezpieczenia działają na jego urządzeniu i po co zostały wprowadzone. Najważniejsze jest stworzenie takiej relacji, w której dziecko może przyjść i powiedzieć: „ktoś zaproponował mi coś dziwnego”, zanim pozornie niewinna rozmowa zamieni się w realny problem – podkreśla Kamil Sadkowski, analityk cyberzagrożeń w ESET.
Internet nie stworzył przestępczej manipulacji młodymi ludźmi. Sprawił jednak, że rekruter może znaleźć potencjalnego wykonawcę bez wychodzenia z domu, nawiązać z nim relację i stopniowo przesuwać granice tego, na co młoda osoba jest gotowa się zgodzić. Dlatego współczesna kontrola rodzicielska powinna mieć dwa wymiary: cyfrowy oraz oparty na rozmowie i zaufaniu.
Obserwuj nas na Google News
Czytaj też:
- Atak, którego nie zatrzyma reinstalacja systemu. ESET ujawnia lukę przed startem komputera
- Ekstremalna bateria i pancerna obudowa. Czy to wystarczy? Test Xiaomi Redmi Note 17 Pro 5G
- Bilet na peron 9¾ i smartfon w dłoni. Czy warto kupić zestaw realme 16 Pro 5G Harry Potter Edition?
Źródło: Informacja prasowa: ESET


