Przyznam się szczerze, że testując urządzenia HTC zawsze zwracam uwagę na projektantów, tej firmy, którzy wiele wnoszą do zmiany toporno-ceglastego wyglądu współczesnych smartfonów. Widać, że w produkcję następcy legendy firma włożyła wszystko to, co najlepsze. Jego wygląd i świetne wykonanie to prawdziwy designersko-technologiczny majstersztyk sztuki projektowej i robi bardzo dobre wrażenie. Tylną powierzchnię urządzenia wyróżnia gradientowe, wzorzyste wykończenie. Eleganckie i lśniące z dala, a jednocześnie półprzezroczyste i metaliczne z bliska.
Telefon dostępny jest w wersji kolorystycznej Onyx black/Onyksowa czerń. Tak prezentuje się legendarne, industrialne wzornictwo HTC w całej okazałości. Chyba mnie zrozumiecie, jeżeli dodam, że również do jakości montażu nie można mieć zastrzeżeń. Odblokujemy go zaś za pomocą czytnika linii papilarnych, lub korzystając z funkcji rozpoznawania twarzy. Czy tylko elegancki wygląd może zachęcić do jego kupna, przeczytacie poniżej.
Imponujący 6,26-calowy,o proporcjach 19,5:9 rozciąga się od krawędzi do krawędzi (90,5% całego frontu urządzenia zajmuje ekran), co przekłada się m.in. na komfortowe oglądanie treści video i przeglądanie stron. Wyświetlacz IPS otrzymał rozdzielczość FHD+. Mamy tu zaokrąglone szkło 2.5 D. Kąty widzenia, zważywszy na technologię, w jakiej został wykonany, są bardzo szerokie. Multi Touch oferuje dobrą reakcję na dotyk.
Test HTC Desire 19+ – prawdziwy średnio-półkowy hat-trick
Podświetlenie jest równomierne na całej powierzchni ekranu, a jasność nawet w słońcu pozwala na swobodne korzystanie z urządzenia. A do tego – dobre wyświetlanie czerni i świetny kontrast oraz naturalna kolorystyka, sprawia, że korzystanie z ekranu to czysta przyjemność. Dostarczony do testów egzemplarz pozbawiony był martwych pikseli i przebarwień.
Z kolei niski współczynnik odbicia światła oferuje bardzo dobrą czytelność nawet w jasnym otoczeniu. W smartfonie znajdziemy też tryby chroniące oczy, dzięki wbudowanemu czujnikowi oświetlenia. Niestety piętą achillesową telefonu jest lustrzany ekran, który wszystko odbija i utrudnia korzystanie z telefonu.
Przedni panel telefonu to czysty minimalizm, na którym nawet nie widać odznacza siatki głośnika do rozmów. Projektanci zadbali też o „punktowy” przedni aparat, dzięki temu powierzchnia ekranu jest jeszcze większa.
W górnej części smartfona znajdziemy drugi mikrofon, odpowiadający za redukcję szumów. Na prawym boku: włącznik / wyłącznik i przyciski głośności. Zaś z lewej strony mamy kieszeń na kartę microSD.
Z racji, że plecki są błyszczące, to niestety będą się brudzić (na szczęście nie tak mocno), zatem nie pozostaje nam nic innego jak założyć etui, a które również ochroni wystające aparaty. Towarzyszy im podwójna lampa błyskowa LED. Sam czytnik linii papilarnych wylądował idealnie w zasięgu palca, w okrągłym zagłębieniu – do jego działania nie mam żadnych uwag. Działa dobrze i wystarczająco szybko. Oprócz odblokowania telefonu czytnikiem linii papilarnych mamy również do dyspozycji opcje odblokowania twarzą, która również działa dosyć dobrze i w miarę szybko (poza przypadkami przy słabym oświetleniu).
Do komunikacji ze światem służą interfejsy NFC i Bluetooth 5.0 oraz gniazdko USB Type-C, dostępne, tak jak powinno być na dole urządzenia, gniazdo 3,5 mm stereo audio i głośnik multimedialny. Prawdopodobnie osoba audiofilsko wyrobiona, skomentuje „smartfon po prostu gra”, niczym szczególnym się nie wybija. Ani basy nie dają wielkiego czadu, ani wysokie tony nie syczą jak szalone. Jednak moim zdaniem w Desire 20 pro muzyka brzmi, po prostu jak muzyka.


