Użytkowanie
Uruchomienie Xbox Series X jest bajecznie proste. Podłączamy kabel do zasilania, kabel HDMI do konsoli i TV. Włączamy i rozpoczynamy konfigurację konta oraz akcesoriów (w moim przypadku tylko pada). Samo poruszanie się po menu jest bardzo intuicyjne. Możemy pobrać kilka darmowych gier czy zakupić interesujące nas tytuły, a nawet pójść jeszcze o krok dalej i zakupić subskrypcję z dostępem do gier – Xbox Game Pas. Z racji, że konsola była u mnie tylko 1,5 tygodnia, to ograniczyłam się do darmowych tytułów oraz do najnowszej produkcji CD Projekt Red – Cyberpunk 2077.
Do dyspozycji mamy 1T przestrzeni na dysku. Czy to dużo? To zależy od użytkownika, aczkolwiek współczesne gry zajmują już coraz to więcej miejsca, więc dla zagorzałych graczy może okazać się to niewystarczające. Na szczęście możemy podłączyć kolejny dysk zewnętrzny i rozszerzyć pamięć o kolejny 1T.
Największą zaletą nowej konsoli jest wsteczna kompatybilność. Nie musimy wyrzucać już starych gier czy ciężko zbieranych dodatkowych akcesoriów. Pozwala to sporo zaszydzić złotówek i możemy przeznaczyć je chociażby na nowe gry 😊.
Sam system w konsoli działa poprawnie. Poruszanie po menu jest płynne, a gry szybko się ładują. Nie zauważyłam, aby coś się przycinało czy wywalały jakieś błędy. Idąc za trendem ostatniego okresu również ja pobrałam najnowszą grę od CD Projekt Red – Cyberpunk 2077 (dzięki Microsoft za kod) i rozpoczęłam przygodę w Night City. Nie byłam jednak jedyną osobą, która przylgnęła do konsoli w święta. Każdy cierpliwie czekał na swoją kolej 😊.
Wracając jednak do samej gry, to działała ona wystarczająco płynnie (chociaż zdążały się czasami drobne przycinki przy maksymalnych parametrach). Niestety sterowanie nie należy do najwygodniejszych – precyzyjne strzelanie czy poruszanie się po grze na padzie jest dosyć problematyczne. Sama gra może i jest graficznym arcydziełem (i ta zaawansowana personalizacja postaci – po prostu bajka!), ale niestety ma też sporo błędów – samochód wjechał w ścianę i zniknął, miska z owocami stała się płaska czy pojedyncze elementy jakby oderwane od gry – pikselowa bułka. Akcja też nie do końca mnie porwała. Ale nie tylko mnie. Nieco młodsi zagorzali gracze (którzy byli zakochani w Wiedźminie) również kręcili nosem. Po tylu latach oczekiwań apetyt mocno wzrósł. Tym bardziej szkoda, że gra tak bardzo rozczarowała.


