Budowa i użytkowanie:
Kiedy otworzymy niewielkie czarne pudełko, to naszym oczom ukarze się kolejne niewielkie czarne pudełko w kształcie dużej fasolki (wymiary: 15,9 × 7,7 × 5,7 cm). To drugie, to etui ochronne, które zostało wykonane ze sztywnego korpusu z nylonu balistycznego, a w środku wyłożone miękką tkaniną. Takie etui będzie idealne do transportu. Odpinamy zamek i wreszcie dostajemy się do naszego bohatera – czyli okulary Bose Frames Tempo. Pierwsze wrażenie? Są lekkie i bardzo ładne. Swoją wagę (49,89 g.) zawdzięczają trwałej, lekkiej i elastycznej odmianie nylonu – TR90.
Ich rozmiar to: 65 × 17 × 136 mm (szer. soczewki × odl. między soczewkami × dł. zausznika). W pierwszym momencie możemy odnieść wrażenie, że trzymamy w ręku zabawkę, ale niech Was to nie zmyli. Okulary zostały wykonane bardzo solidnie i wszystko w nich idealnie do siebie pasuje. Nic nie odstaje i nic nie trzeszczy, a lekka waga, którą zawdzięczamy zastosowanym materiałom, to tylko ich atut. Mają bowiem służyć głównie sportowcom, a dla nich każdy gram jest ważny podczas sportowych zmagań. Ponad to w Bose Frames Tempo zastosowano też specjalnie zaprojektowane, sprężynowe zawiasy oraz zauszniki z termoplastycznego elastomeru – TPE, które zapewniają dodatkową stabilność.

Tutaj też warto od razu przyjrzeć się uchwytom. Są one nieco szersze niż w standardowych okularach, a głównie ze względu na to, że zostały umieszczone w nich głośniki, mikrofony, bateria, gniazdo USB C do ładowania, przycisk wielofunkcyjny oraz powierzchnie dotykowe. Mimo, że na pierwszy rzut może takie zgrubienie wydawać się dziwne, to przy bliższym poznaniu widać, że wszystko zostało tutaj przemyślane od początku do końca. Całość ładnie się komponuje i nadaje okularom sportowego pazura.
Nie zapomniano również o wymiennych, miękkich silikonowych noskach. Dostępne są aż 3 kształty, które zapewniają odpowiednią przyczepność oraz pomagają uniknąć ześlizgiwania się okularów z twarzy nawet podczas bardzo intensywnych treningów. Może nie uprawniałam jakiś wielkich spinaczek czy rajdów rowerem po górkach i dolinkach, ale za to zdarzyło mi się biec do tramwaju może z 2 razy 😛 i mogę potwierdzić, że faktycznie okulary trzymają się na twarzy. W moim przypadku są one jednak trochę za wąskie i przy dłuższym użytkowaniu czułam nadmierny ucisk przy uszach. Warto zatem przymierzyć okulary przed kupnem.
Całość dopełniają poliwęglanowe czarne lustrzane soczewki z polaryzacją (VLT 12% | 99% UVA/B), które prezentują się naprawdę świetnie. A co najważniejsze możemy je sami wymienić. Na stronie producenta (ale nie tylko) dostępne są 3 rodzaje szkieł:
- Road Orange – VLT 20% – Odpowiednie do warunków o średnim oświetleniu soczewki doskonale sprawdzają się podczas biegania i jazdy na rowerze po drogach. Redukują intensywne światło i odblaski, zmniejszając zmęczenie oczu.
- TRAIL BLUE – VLT 28% – Soczewki odpowiednie do warunków o średnim i niskim oświetleniu występujących na zacienionych szlakach. Wyostrzają detale nierównego terenu i ograniczają jasne światło. Idealne do biegów przełajowych i jazdy na MTB.
- TWILIGHT YELLOW – VLT 77% – Odpowiednie do warunków o słabym oświetleniu soczewki doskonale sprawdzają się podczas treningów wieczorem lub o świcie. Pomagają rozjaśniać szlaki i poprawić widoczność w ciemnych, pochmurnych lub mglistych warunkach

Miłym dodatkiem jest to, że okulary posiadają klasę wodoszczelności IPX4. Zatem bez obawy możemy je zabrać na intensywny trening. Mają one bowiem przetrwać zalanie wodą czy wpadające zanieczyszczenia. Co więcej poliwęglanowe soczewki są odporne na zarysowania czy pęknięcia. Tego ostatniego oczywiście nie miałam jak sprawdzić, bo nikt specjalnie nie łamie czy nie rysuje szkieł.


