Robot został również wyposażony w potężną moc ssania, która zaczyna się od 3000 Pa, a kończy na 8200 Pa. W aplikacji mamy do wyboru 4 poziomy, które możemy zmieniać w dowolnym momencie, a też i sam robot zmienia siłę ssania w trakcie sprzątania w zależności od napotkanej powierzchni. Generalnie wciągał wszystko – od zwykłego kurzu, kociej sierści czy nieco większych elementów jak ryż czy płatki kukurydziane.
Nawet poradził sobie z piaskiem i brokatem. Bez problemu wjechał też na próg, kaloryfer podłogowy czy chodniki. Nie mam jakiś mega wypasionych dywanów, więc nie wiem jak sobie tam poradzi, ale z tymi nieco niższymi nie miał żadnych problemów.
No dobra jest jedno ale. Gdy mamy dużo rozsypanych drobinek, to lepiej ustawić robota na niższy poziom ssania, gdyż przy najwyższym również szybciej obracały się boczne szczotki, a co za tym idzie momentami trochę rozsypywał śmieci w dalsze zakątki.
Generalnie lepiej zrobić to wolniej a dokładniej. Jak już zbierzemy najgrubsze elementy to potem można przejść na wyższe ssanie. Odkurzacz nie wciągnął też części silikonowego puszku, ale on też był bardzo lekki i dosyć duży. Spokojnie da się go ręcznie zebrać, a nie trzeba do tego odkurzacza.
To nie przedłużając zapraszam na krótki film ze sprzątania:
Po wysprzątaniu robot wraca do stacji i tam następuje ostań etap, czyli:
- czyszczenie i płukanie mopów
- suszenie mopów w temperaturze 40°C
- eliminowanie bakterii i przykrych zapachów
- dozowanie detergentów
- suszenie pojemnika na kurz przez 45 minut
- samoistne czyszczenie stacji
Dodam jeszcze, że stację w odpowiednim wariancie (do zakupienia oddzielnie) możemy podłączyć do kanalizacji. Wtedy odpadnie nam kolejny etap, a mianowicie spacerowanie z pojemnikami po czystą wodę czy z opróżnieniem tego z brudnej wody. W stacji znajduje się również miejsce na pojemnik z płynem, który również znajdziemy w opakowaniu.

Mechanizm działa naprawdę dobrze, a mopy rzeczywiście są wysuszone i nigdzie nie panuje wilgoć. Oczywiście raz na jakiś czas należy je zdjąć i przeprać. Tak samo jak oczyścić czujniki, szczotki czy samą stację. To nadal nie jest całkowicie bezobsługowe urządzenie 😊.
Do poprawnego działania robota potrzebna jest oczywiście aplikacja. Jest to Narwal Freo i możemy pobrać ją np. ze sklepu Googla Play. Podłączenie urządzenia przebiegło bardzo szybko, a sama aplikacja jest bardzo przejrzysta i intuicyjna w obsłudze. Obsługuje również język polski. I tutaj zaproszę Was na kolejny film, w którym przechodzę przez wszystkie opcje z aplikacji:
Podsumowanie
Powiem krótko. Zakochałam się w tym robocie. Posiadam podobne urządzenie od kilku lat, ale ze stacją dokującą na kurz, a nie wodę. Wydawało mi się, że mój model jest już mocno zaawansowany i rewelacyjnie sprząta.
Narwal Freo X Ultra wprowadził mnie na kolejny poziom i najchętniej bym go już nie oddała, ale jak to już na testach bywa sprzęt niestety wraca do producenta. Nie mniej będę miała teraz o czym myśleć 😀 I na pewno jak będę kiedyś wymieniać mojego robota, to będzie to już urządzenie o podobnej konstrukcji jak ten testowany. Generalnie polecam 😊.
Diana (Technosenior)
Narwal Freo X Ultra wypożyczony został przez Narwal Polska dla przeprowadzenia testu dla Czytelników TECHNOSenior

Obserwuj nas na Google News
Zobacz również:
- Recenzja TP-Link Tapo RV20 Mop – Robot odkurzająco-mopujący z LiDAR
- Test Roborock S8 MaxV Ultra: Flagowy robot sprzątający pełen sprzeczności
Źródło zdjęć: Tech Lady Explorer (Technosenior)
Tagi: Narwal Freo X Ultra, robot sprzątający, mop automatyczny, odkurzacz automatyczny, robot odkurzający i mop, sprzątanie domu, recenzja robota sprzątającego, Narwal, Freo X Ultra, 8200 Pa, stacja dokująca, automatyczne mycie mopów, rozpoznawanie dywanów


