Smartfon otrzymał identyczny wyświetlacz jak Redmi Note 10 Pro, czyli płaski AMOLED o przekątnej 6,67″ (HDR10, 1080 x 2400 px, 395 ppi) z dosyć minimalnymi ramkami bocznymi i górną oraz nieco szerszą dolną ramką. Na środku ekranu w górnej części umieszczono aparat do selfie w okrągłym oczku.

A co z diodą powiadomień? Nie ma. Mamy za to opcję: „Ekran zawsze włączony”, chociaż trochę okrojoną. Ekran nie jest cały czas włączony jak przy standardowym AoD, ale tylko przez 10 sekund po stuknięciu w ekran.
Jeżeli chodzi o sam wyświetlacz, to wszystko w nim jest jak najbardziej OK – jest czytelny, wyraźny, a kolory są przyjemne dla oka. Komfortowo można pracować z wszelkiego rodzaju dokumentami oraz bezproblemowe jest użytkowanie ekranu smartfona podczas przeglądania ulubionych stron internetowych. Do dyspozycji mamy również kilka opcji konfiguracyjnych: Tryb ciemny, poziom jasności, Tryb czytania, schemat kolorów (automatyczny, nasycone, standardowe) czy temperatura kolorów (domyślne, ciepłe, chłodne, własny). Do dyspozycji mamy również opcję odświeżania 120 Hz.
Oczywiście możemy też włączyć obsługę gestami lub standardową dolną belkę z przyciskami. Każdy bez problemu znajdzie swoją ulubioną konfigurację nawigacji. Dodam jeszcze, że w MIUI 13 pojawił się jeszcze dodatkowy pasek boczny.
Redmi Note 11 Pro otrzymał minimalnie mniejszą baterię niż Redmi Note 10 Pro. Jest to ogniwo 5000 mAh, a w poprzedniku 5020 mAh. Na plus w nowym modelu jest ładowanie – mamy do czynienia z szybkim ładowaniem przewodowym 67 W (10 pro ma 33 W). Odpowiednią ładowarkę powinniśmy znaleźć też w pudełku. Czas działania na jednym ładowaniu wypada nieco gorzej względem poprzednika, chociaż nie zawsze. Przy oglądaniu np. filmików na YouTube % spadały podobnie, ale już przy bieganiu po mieście i robieniu dużej ilości zdjęć, to nowy model zużywał szybciej swoje ogniwo. Nie jest to jakaś mega różnica, ale wyczuwalna. Kilku godzinny spacer na zdjęcia sprawił, że wieczorem musiałam szukać ładowarki. Poprzednik wytrzymał jednak nieco dłużej. Oczywiście ma też na to wpływ system, wielkość baterii, odświeżanie ekranu, procesor czy miejsce, w którym się znajdujemy (zasięg). Nie mniej dzień bardziej intensywnej pracy powinny przetrwać oba modele. Jeden jednak będzie miał nieco mniej % na koniec dnia. W obu smartfonach nie znajdziemy ładowania indukcyjnego.





